Niedziela Zmartwychwstania

Dziś niedziela Zmartwychwstania. Dla mnie to przede wszystkim dzień tryumfu miłości. Miłości Boga do każdego z nas. Co to dla mnie oznacza dzisiaj? Zapraszam Cię w podróż po moich przemyśleniach o fascynującej naturze Boga, a także o dwóch perspektywach wzajemnego postrzegania Boga i człowieka.

Epoka lodowcowa

Trzeci odcinek serialu Netflixa „Miłość, śmierć i roboty” zatytułowany jest „Epoka lodowcowa”.  (Uwaga będą spojlery.) Dwoje młodych ludzi wprowadza się do mieszkania, w którym znajdują starą lodówkę z niezwykłą zawartością. Okazuje się, że w zamrażarce egzystuje zapomniana cywilizacja. Zdaje się, że zadomowiła się tam na dobre. O poranku w maleńkim świecie pojawiają się pierwsi ludzie. Co parę godzin wchodzą w nową epokę rozwoju. U schyłku dnia cywilizacja rozpoczyna wojnę atomową, potem jeszcze chwilę trwa przeżywając niezwykły rozwój technologii by za chwilę zupełnie zniknąć. Kolejny poranek przynosi nowy początek. Cykl życia zaczyna się na nowo.

Film „Epoka lodowcowa” może pomóc zobaczyć świat, w którym dzisiaj żyjemy z dalekiej perspektywy. Czym jest Ziemia pośród ogromu wszechświata? Jedynie maleńkim punktem na mapie. W jakim momencie rozwoju jest nasza cywilizacja? Eksploatowanie zasobów  Ziemi i zanieczyszczanie jej doprowadziło do zmian klimatycznych. Napięte relacje między mocarstwami dysponującymi bronią nuklearną, eskalacja przemocy w różnych regionach świata sprawiają, że coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie:jak długo jeszcze przetrwamy? Czy dzień naszego świata dobiega końca?  Chcemy wierzyć, że mamy jescze czas. W epoce globalnego lęku pocieszeniem może być spojrzenie na rzeczywistosc przez pryzmat wiary.

Wszechmocny i nieskończony

Wobec Boga jesteśmy właśnie jak ta maleńka cywilizacja, która trwa zaledwie chwilę, jeden „dzień” wszechświata. Stwórca przy swojej nieskończonej potędze widzi nas także z bliska. I to z jak bliska! We fragmencie z Ewangelii Łukasza 12,7 czytamy: „U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone”.  To oczywiście przenośnia ukazująca ogromną czułość, wręcz tkliwą troskę Boga o człowieka. Na „liczeniu włosów” się nie kończy. Bóg nie jest widzem, który tylko przygląda się swojemu dziełu ale jest uczestnikiem historii świata. W Wielką Sobotę czytania z Liturgii Paschalnej zabrały nas w podróż w czasie od stworzenia swiata po przyjście Jezusa na Ziemię. Bóg ingeruje w historię narodu wybranego i prowadzi go przez wieki, aż wreszcie posyła swojego Syna żeby zbawić ludzkość. Dla Tego, dla którego jesteśmy jak mieszkańcy kropki na mapie wszechświata, jesteśmy na tyle ważni by warto było oddać  za nas życie. To niepojęta tajemnica. Czasem mijając warszawskie blokowiska zamieszkiwane przez tysiące osób zastanawiam się: ” Boże podziwiam Twoją wszechmoc?” Każda z tych osób jest dla Ciebie cenna, każdą znasz po imieniu, znasz jej historię, radości i troski. To się wymyka moim zdolnościom poznawczym, a przecież to tylko jedno z osiedli miasta które ma 1,865 mln mieszkańców, na planecie zmaieszkiwianej przez 8,062 miliarda ludzi. Miłości Kogoś tak Potężnego nie da się zrozumieć, ale można jej doświadczyć.

Różne perspektywy

Na ubiegłorocznym Forum Kongresu Katoliczek i Katolików podczas jednego z wykładów religioznawca Reza Aslan mówił o badaniach, które wykazały, że często tworzymy sobie obraz Boga na własny obraz i podobieństwo. To zrozumiałe, że do poznania Stwórcy posługujemy się tym co jest nam znane. Opowieść o Bogu interpretujemy przez pryzmat własnych doświadczeń. Wcielenie pomaga nam choć w części zrozumieć Jego nautrę. W Piśmie Świętym wyczytamy, że jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, że jesteśmy jego dziećmi a On jest naszym Ojcem. Stąd nasze projekcje relacji z ziemskim ojcem na relacje ze Stwórcą nie są nieuzasadnione. Warto jednak myśląc o Bogu nie zapominać o tej perspektywie „z daleka”. To co wiemy, lub wydaje nam się, że wiemy to niepełny czasem wręcz fałszywy obraz Boga. Nie zawsze pamiętamy, że od Niego pochodzi tylko dobro. Czasem przypisujemy Stwórcy cechy, znane nam z międzyludzkich relacji. Na przykład kiedy jesteśmy przekonani, że nas ukarał za nasze przewinienia dopuszczając cierpienie. Równie fałszywe jest przekonanie że przemocą ( na przykład przez strach przed karą) wymusza na nas wypełnianie swojej woli albo wzywa do przemocy wobec innych w Jego imię. Tymczasem Boża miłość nie rani, nie wzywa do wywyższania się ponad innych ludzi czy inne narody, ale zbawia. Ew. Jana 3:16  „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” Bóg patrzy na nas jednocześnie z bliska i z daleka. Patrzy z miłością. Jest nieskończoną Potęgą na miarę nieskończoności wszechświata, a jednocześnie czułym Ojcem zatroskanym o los swoich dzieci. To fascynujące.

Obecny i bliski

W Wielki Czwartek moja siostra wybrała się w podróż do swojego dawno niewidzianego domu. Saraa syryjka, po latach wojny spędzonych w obozie dla uchodźców wreszcie mogła odwiedzić rodzinne miasto. Po 13 latach! Chciała podzielić się swoją radością i udostępniła mi film z podróży. Zobaczyłam zupełnie zrujnowane miasto, w miejsce domu – stertę kamieni i kilka ocalonych drzew w jej pięknym niegdyś ogrodzie. Co musiala czuć? Radość, że wróciła w rodzinne strony? Czy bardziej ból na widok domu i wioski całych w gruzach?  Pomyślałam – jak nierówno życie rozdziela karty? Bliska mi osoba, którą mam szczęście nazywać siostrą żyje w zrujnowanej po latach wojny Syrii podczas gdy ja żyję w Polsce w czasie pokoju. Równie dobrze mogłoby być inaczej. Gdybym żyła w tym samym mieście, ale 80 lat wcześniej to ja patrzyłabym teraz na zrujnowane miasto. Jeszcze żyją ludzie, który ten przejmujący widok pamiętają. Chciałabym żebyśmy wszyscy mieli równe szanse, ale tak nie jest. Człowiek niewłaściwie korzystając ze swojej wolności jest w stanie drugiemu  zgotować piekło na ziemi. Wiadomości o ludobójstwie w Gazie łamią serce. Kolejne bombardowania w Ukrainie gdzie w jednej chwili giną nie raz całe rodziny sprawiają, że trudno nie myśleć o tym co dzieje się tuż za naszą granicą. Bóg i w tym momencie historii jest obecny. Nie pozostaje obojętny ale jest obecny z tymi którzy cierpią i giną. Jest także z nami. Mimo, że żyjemy akurat w tym miejscu świata w którym nie ma wojny, nasze życie nie jest wolne od bólu. Doswiadczamy różnych rodzajów przemocy, zranień, chorób. Doświadczamy samotności braku zrozumienia czy wsparcia. Nie ma człowieka, który nie doświadczałby cierpienia. Świadomość, że nie jesteśmy w nim sami -pomaga przetrwać.

Najważniejsze marzenie

Ostatnio słuchałam piosenki Israela Kamakawiwoʻole – muzyka pochodzącego z Hawajów najbardziej znanego z poruszajacego wykonania utworu: „Over the Rainbow”.
Artysta nie miał lekko. Z powodu przewlekłych problemów zdrowotnych, w tym problemów z oddychaniem i sercem, Kamakawiwoʻole zmarł w wieku zaledwie 38 lat. W piosence zatytuowanej: „In this life” Israel ( niezwykłe imię) śpiewa o swoim zagubieniu w życiu i o tym że odkrył to co naprawdę ważne. „Niech ziemia przestanie się obracać
Niech słońce przestanie płonąć
Niech mi mówią że nie warto przeżywać miłości
Gdyby wszystko się rozpadło
Będę wiedział w głębi serca
Że jedyne marzenie które miało znaczenie już się spełniło:
W tym życiu byłem kochany przez Ciebie”.

To piękna refleksja, która zatrzymała mnie na dłużej. We wszystkim jestem kochana. W chwili radości i bólu. W moje gorsze i lepsze dni, w moich mrokach i w moim świetle. Gdybyśmy żyli tak jakby to marzenie naprawdę było tym jedynym najważniejszym nie musielibyśmy ze sobą rywalizować, zazdrościć,  niszczyć się wzajmnie czy zabijać dla zysku i władzy. To jest dobra nowina na dzisiaj dla każdego z nas: najwazniejsze marzenie już się spełniło i spełnia się każdego dnia. W tym życiu w każdymdniu w każdej jego minucie jestem nieskończenie kochany przez Boga. Alleluja!

Zdjęcie zrobione przez Saarę w jej ogrodzie.

#Wielkanoc, #BożaMiłość #NajważniejszeMarzenie


Okażmy serce

Wczoraj rano obudził mnie sms. Dostałam go od mojego syryjskiego przyjaciela Jawada, którego poznałam gdy bliski śmierci siedział kolejny tydzień w lesie na polsko-białoruskiej granicy. Teraz jest już bezpieczny. Wrócił do kraju i udało mu się razem z rodziną przedostać do Jordanii. Napisał mi: „Boję się o ciebie!”. Byłam zaskoczona, myślałam, że to pomyłka. Nie wiedziałam jeszcze co się stało. Gdy zapytałam „Dlaczego?” – odpisał: „Z powodu inwazji na Ukrainę. Ten szalony Putin nie zatrzyma się na Ukrainie”. Czyżby role się odwróciły? Teraz Jawad przebywa w bezpieczniejszym kraju? Zaczęłam przeglądać Internet i zrozumiałam co się dzieje. Wojna. Wojska rosyjskie zaatakowały Charków, Kijów, Odessę. Pod ciężkim ostrzałem znajduje się Mariupol. W nalotach zginęło już kilkaset osób. Myśli pobiegły do znajomych, którzy mają rodzinę na Ukrainie, chwyciłam za telefon żeby zapytać czy wszystko u nich dobrze? Na szczęście tak.

 

Renata Grzybczak- prezes fundacji Światło dla Syrii – Light for Syria, która od lat niesie pomoc uchodźcom pisała ostatnio o tym, że Syryjczycy od dawna alarmowali, że Putin zrobił sobie w ich kraju poligon doświadczalny na ludności cywilnej, ale jego prawdziwym celem jest Europa. Tyle że nikt ich nie słuchał. Przypomniałam sobie relacje z bombardowań bronią chemiczną syryjskich szkół, szpitali, przedszkoli. Dzieci po ataku bomb z chlorem umierały dusząc się kilka godzin. Przez lata nie bardzo nas to obchodziło. Nie na tyle by uruchomić korytarze humanitarne, czy wziąć udział w programie relokacji uchodźców. Nie nasza wojna – nie nasz problem? Tyle, że to był i jest ten sam Putin, który właśnie rozpoczął wojnę w Europie.

 

Oglądam wiadomości. Prezydent, premier i inni politycy deklarują pomoc dla Ukrainy. Na Facebooku poruszenie. Ludzie organizują pomoc, modlitwy. Jakiś czas temu napisałam: „nie ma nic piękniejszego niż ludzka solidarność” i nadal tak uważam. Jedna rzecz nie daje mi spokoju.

 

Gdy oglądałam dzisiejsze deklaracje solidarności z Ukrainą przeszło mi przez myśl: „nie można było tak od razu”? Czy nie mogliśmy uchodźcom z innych krajów okazać serca? Teraz wygląda na to, że dzielimy uchodźców na lepszych i gorszych. Ukraińskie dzieci bez dokumentów przejdą granicę, a syryjskie, irackie, afgańskie na pakę i do lasu? Nie pojmuję tego. Pamiętam jak jesienią 2021 pomagający uchodźcom Polacy byli przez polityków wyśmiewani, nazywani „pożytecznymi idiotami” czy „agentami Łukaszenki”. I wiem jak było to druzgocące, dla tych, którzy nie umięli przejść do porządku dziennego nad tym, że w naszym kraju ludzie umierają z zimna głodu i braku wody.

Kilka miesięcy temu większość wierzących popierała bezwzględne zawracanie wszystkich migrantów z granicy polsko – białoruskiej. Zdaniem części pobożnych Polaków Ci ludzie nie zasługiwali nawet na pomoc humanitarną. Gdy abp. Gądecki wyznaczył niedzielę 21 listopada ubiegłego roku dniem ogólnopolskiej zbiórki na pomoc uchodźcom na granicy z Białorusią i wezwał do modlitwy za nich, wiele parafii wyłamało się  ze zbiórki i z modlitwy.

W podlaskich lasach nadal są ludzie. Nie możemy o nich zapomnieć. Czy pozwolimy na to by przebywający tam mężczyźni, kobiety i dzieci, do wszytskich trudnych doświadczeń  dodali jescze to: odmowę udzielenia pomocy ze względu na narodowość czy wyznawaną wiarę? Dobrze, że jesteśmy solidarni z Ukrainą. Okażmy miłosierdzie także uchodźcom z polsko-białoruskiej granicy.

 

 

____________

Zdjęcie Pixabay

52 procent za wypychaniem uchodźców

Jestem wstrząśnięta wynikami sondażu opublikowanego przez oko press( link do sondażu poniżej). Wynika z niego, że 52 procent polskiego społeczeństwa popiera działanie polskich służb na naszej wschodniej granicy. W tym brak udzielenia pomocy humanitarnej, wywózki, brak zgody na działania lekarzy bez granic w strefie stanu wyjątkowego.

Moje dzieci nie mogą doczekać się zimy i świąt. Zjeżdżania na sankach i lepienia bałwanów. Ciągle pytają: ” kiedy zima, kiedy śnieg?” Te pytania świdrują mi w uszach. Przeraża mnie myśl, że przyjdzie zima. Jak mam powiedzieć dzieciom, że wtedy w lesie będzie jeszcze więcej ciał, także ich rówieśników? Las zimą będzie gęsty od zamarzniętych zwłok. Jak zniesiemy święta? Jak w ogóle będziemy mogli je przeżywać wiedząc, że u wrót naszego kraju za przyzwoleniem sporej części naszego społeczeństwa dzieje się ludobójstwo? Jedyną nadzieją tych umierających ludzi są niskie słupki w sondażach poparcia dla działań służb. Gdy słupki rosną – nadzieja umiera.

 

https://oko.press/52-proc-za-wypychaniem-uchodzcow-mezczyzni-na-zimno-kobiety-ze-wspolczuciem/?utm_medium=Social&utm_source=Facebook#Echobox=1633435222

Różaniec bez granic 7.10.2021

Spontanicznie, gnana potrzebą serca, zorganizowałam wczoraj z okazji święta Matki Bożej Różańcowej wydarzenie „Różaniec bez granic”.

Było nas troje. Ja, mój kolega i starsza pani, która powiedziała, że i tak wybierała się na różaniec, a jak się dowiedziała o tym wydarzeniu, przyszła, bo to było dla niej bardzo ważne. Zasmuciła ją frekwencja, mówiła – myślałam, że będą tłumy. Ja z kolei bardzo ucieszyłam się, że ona przyszła i niczym się już nie martwiłam.

 

Modlitwa trwała godzinę. Od zimna skostniały nam ręce, mimo, że była to cieplejsza cześć nocy. Przemarzliśmy i serca nam pękały na myśl, że uchodźcy w takim zimnie spędzają w lesie kolejne doby.

 

Modlitwę zaczęliśmy wezwaniem:

„Gromadzimy się dzisiaj by modlić się, okazywać naszą solidarność z uchodźcami. Nie możemy bezczynnie patrzeć na cierpienie naszych braci. Prosimy cię Boże za wstawiennictwem naszej orędowniczki Maryi – ratuj ich, przyjdź im z pomocą, skrusz mur, wyrwij ich z pułapki, w którą zostali schwytani. Prosimy też pokazuj nam jak możemy pomóc? Co dobrego możemy zrobić dla naszych bliźnich, którzy cierpią, którzy umierają. Wierzymy, że ich życie jest cenne w Twoich oczach. Ratuj ich życie.

 

Maryjo, która sama doświadczyłaś odrzucenia w obcym kraju, w tak trudnym życiowym momencie jak narodziny dziecka, prosimy – wstawiaj się za tymi matkami, ojcami, dziećmi, wszystkimi, którzy zmuszeni byli opuścić swoje domy w poszukiwaniu nowej, bezpiecznej ojczyzny, a którzy zostali oszukani i teraz ich życie jest zagrożone. Prosimy, pośpiesz im z pomocą.”

 

Na zakończenie zmówiliśmy modlitwę za zmarłych uchodźców, o których wiemy i tych, których nazwisk nie poznaliśmy. Zanim rozeszliśmy się do domów mieliśmy okazję porozmawiać. Każdy z nas we własnym środowisku doświadczył zderzenia z murem obojętności wobec uchodźców. Dzięki temu spotkaniu poczuliśmy się choć odrobinę mniej obco w naszym kraju, w którym wciąż jest duże przyzwolenie społeczne na to co dzieje się na granicy.

 

Poruszające były dla mnie też komentarze, które pojawiły się pod postem o wydarzeniu na grupie rodziców bez granic.

Ludzie pisali między innymi:

 

„Popieram jako matka, polka i katolka. Różaniec powinien być bez granic a nie do granic ❤️ Ta sytuacja to jest w ogóle totalne ewangeliczne SPRAWDZAM – „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” Mt 25, 40”

 

„W Kościele w którym się pojawiam ksiądz w dwie ostatnie niedziele jasno grzmiał wręcz o tym, że katolickim obowiązkiem jest empatia i wstawianie się za dziećmi z Michałowa. Tłumaczył że stawianie granic nie może być w sprzeczności z człowieczeństwem. Mówił, że straż graniczna ma wielki konflikt moralny, bo każe im się popełniać grzech… Mówił by głos naszego sumienia zamienił się w krzyk.

 

Wspólnota KK wstała i biła księdzu brawo. Mi leciały łzy i to było naprawdę bardzo autentyczne i niepolityczne.

 

I daję te przykłady, bo dają mi nadzieję na inne jutro. Nie chcę by partia która się z nim utożsamia nadal to robiła i nie chcę by kościół utożsamiał się z jakakolwiek partią.”

 

„Gdy brakuje zdecydowanego głosu polskiej hierarchii kościelnej, takie inicjatywy są bardzo cenne ponieważ pokazują inną twarz polskiego katolicyzmu”

 

„Hej, jestem ateistką i cieszę się, że to robisz.”

 

„Dla mnie jako niewierzącej ważne jest też, żeby gesty solidarności wychodziły z róźnych środowisk, żeby pokazać, że jesteśmy zjednoczeni w naszym sprzeciwie, więc bardzo się cieszę z takich inicjatyw.”

 

„Bardzo potrzebna akcja – pokazuje, że troska o uchodźców to nie tylko „lewacka histeria”. Dziękuję”

 

„Nie jestem katoliczką ale to piękny gest za który dziekuję. Jestem z wami sercem.”

 

„Mam wielu przyjaciół Katolików, którzy bardzo cierpią przez to co dzieje się z KK w Polsce. Kościół jako wspólnota wierzących przetrwa i takie szczere inicjatywy są potrzebne, żeby pokazać innym, że są różne oblicza Katolicyzmu. Mam nadzieję, że właśnie oddolnie”

 

„Jestem agnostyczką, bardzo doceniam to, że te i ci, którzy wierzą że modlitwa może pomóc, będą się modlić właśnie w tej intencji.”

 

Budujące, że jest w ludziach tak duża potrzeba solidarności, że różnice między nami przestają mieć znaczenie. Wzajemna akceptacja i wsparcie są dla mnie jak jasne snopy światła w czasie mroku.

 

Chcę tą modlitwę jakiegoś dnia jeszcze powtórzyć, już teraz serdecznie na nią zapraszam. Pozdrawiam Ciebie czytelniku ciepło i jestem pełna podziwu, że dotarłeś aż tutaj ♥️ Wszystkiego dobrego.

Gość w dom, Bóg w dom!

Niedziela 12.09.2021 to ważny dzień dla Polskiego Kościoła, dzień beatyfikacji dwójki wspaniałych ludzi  kard. Wyszyńskiego i Matki Czackiej. Na porannej mszy słyszę słowa:

„Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić?

Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. „
Jk 2, 14-17
Ktoś zapytał mnie wczoraj dlaczego nadal jestem w Kościele? Odpowiedziałam, że z powodu więzi z Bogiem, ludźmi i z powodu dobra, którego doświadczyłam. Przez więź z Bogiem rozumiem relację wytworzoną przez lata słuchania Słowa, modlitwy, przystępowania do sakramentów. Jeśli chodzi o ludzi to w Kościele jest wielu dobrych, uczciwych świeckich i duchownych, których cenię, to moja rodzina. To co dobrego  dzieje się w Kościele nie ma dobrej reklamy, a z drugiej strony to, że sprawcy pedofili w sutannach nie ponoszą odpowiedzialności za swoje czyny i nadal sa kryci, to że mariaż tronu i ołtarza trwa nadal sprawia, że żyję w tej w wspólnocie w stanie permanentnego zdruzgotania. Między innymi dlatego nie cieszą mnie kościelne wielkie pompy, fety i beatyfikacje. Nie byłam wstanie wczoraj świętować. Jak tu się cieszyć, gdy na naszej wschodniej granicy ludzie są skazywani na śmierć? W czytaniu przeznaczonym na ten dzień usłyszeliśmy, że wiara bez uczynków jest martwa. Na co nam wiara, skoro tym konkretnym ludziom nie udzielimy pomocy? Na nic. Dlatego wczoraj po mszy biegłam na „Gościnność bez granic. Protest solidarnościowy z uchodźcami na granicy”. Jak dobrze, było tam być. Między ludźmi, którzy krzyczeli- ” żaden człowiek nie jest nielegalny”, którzy zdawali relacje z pobytu w Usnarzu, pośród tych którzy opowiadali o swoim doświadczeniu uchodźstwa. Poczułam się jak w domu w którym naczelną zasadą jest „Gość w dom, Bóg w dom”  Szczególnie wzruszyła mnie protestująca starsza pani, która w dłoniach trzymałą transparent właśnie  z tym hasłem. „Gość w dom, Bóg w dom” – to święta zasada gościnnosci przekazywana nam przez starsze pokolenia. – cały oręż jaki przeciw bezdusznemu systemowi miała ta kobieta. Moim orężem były kolorowe flamastry, papier, niedawno wypowiedziane na Jasnej Górze słowa Kardynała abp Wojciecha Polaka dotyczące uchodźców, (https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8232300,prymas-polski-wojciech-polak-migranci-cudzoziemcy-uchodzcy.html),   i wiersz, który napisałam wiele lat temu poruszona brakiem pomocy dla uchodźców ze strony mojego kraju i kontrowersyjną akcją „Różaniec do granic”.

Kraj Różany

Zamknięte
bramy Różanego kraju.
Różany kraj
tylko
dla Różanych ludzi!
– wołamy
Nie dla tych,
którzy topią się
w braku nadziei.
My, Różani,
silni strachem,
mocni władzą,
Różanym mydłem
umywamy ręce

Przeżyj to sam

Historia jednej piosenki


Piosenkę „Przeżyj to sam” zespołu „Lombard” grano na balach ósmych klas mojego rocznika (1981), a także w kolejnych latach. Jako dziecko zastanawiałam się dlaczego akurat ten utwór stał się tradycją?

Teraz rozumiem więcej.  Lata dziewięćdziesiąte XX wieku, gdy kończyliśmy podstawówkę, to był czas, wywalczonego za wysoką cenę, pokoju. Wolna Polska, demokracja, możliwe były dlatego, że ktoś, przed nami, stoczył o nie bój. „Ogromne morze ludzkich głów” –  jak słyszymy w piosence – zmieniło świat. Przekazali nam Polskę – dziedzictwo swojej krwi. Jesteśmy ich dłużnikami. My, dzisiaj czterdziestolatkowie, ale także wszyscy, których głos się liczy, zdamy kiedyś sprawę przed naszymi przodkami, z tego jaki świat przekazaliśmy kolejnemu pokoleniu? Ważne, żeby chciało się nam bronić wartości jaką jest wolna Polska, jaką jest braterstwo, człowieczeństwo, solidarność ponad wszelkimi podziałami.

Mój piękny gniew

Kulminacyjnym momentem piosenki jest zdanie:” i zaczął w tobie gniew kiełkować, aż pomyślałeś  – milczenia dość”.  Wstydzimy się gniewu. Jesteśmy tak wychowywani, że gniewać się nie wypada. Tymczasem tutaj, ta nielubiana emocja pokazana jest jako coś pozytywnego. Gniew przedstawiony jest jako siła napędowa, prowokująca zmianę na lepsze. Co wy na to? Bo mnie to kręci. Mój gniew zaczął kiełkować już dawno, teraz ma mocną łodygę i pięknie zakwitł. Już pora pokazać go światu.

Spotkasz mnie jutro o 15:00 pod MSWiA na proteście zorganizowanym przez Stowarzyszenie Mudita, po hasłem „Gościnność bez granic”. Dołączysz?

__________________________________

Link do wydarzenia: https://facebook.com/events/s/goscinnosc-bez-granic-protest-/628241328580820/z?u.. 0820/

Link do piosenki: https://youtu.be/g7ogvpwqs5s

Obrazek autorstwa mojej córki.

Dzień dziewczynek 11.10.2020

Moja córka co wieczór prosi bym opowiedziała jej przed snem: ”Czerwonego  Kapturka”. Bardzo nie lubię momentu, w którym mama wysyła córkę do babci przez las i mówi: „tylko nie rozmawiaj po drodze z nieznajomym”. Myślę sobie: dziewczynka zaraz pójdzie do lasu, spotka wilka i „porozmawia”, po czym zostanie zjedzona i to będzie jej wina, bo przecież mama jej mówiła. Tyle, że pewnie wcześniej słyszała też inne rzeczy, jak na  przykład to, że trzeba być grzeczną, miłą, ładnie odpowiadać gdy ktoś pyta, że to nie ważne czy chcesz dać buziaka na powitanie cioci czy babci, masz dać bo inaczej dorosły się obrazi. Może dostała czasem klapsa, albo regularne lanie. Może słyszała, że dzieci i ryby głosu nie mają i mnóstwo innych rzeczy, które stawiają ją na przegranej pozycji już na starcie. Już w momencie w którym chwyta za koszyk i przekracza próg domu. To dziecko jest tak niepewne siebie, że zupełnie nie ufa swoim odczuciom. Nawet gdy widzi wilka w łóżku babci, zamiast brać nogi za pas, idzie prosto w jego paszczę. Ta bajka wcale nie kończy się happy endem. W oryginalnej wersji spisanej przez Braci Grimm wilk pożera dziewczynkę i tyle. Zakończenie z leśniczym, który rozpruwa brzuch wilka i ratuje niewiasty zostało wymyślone później. Ta  bajka uwiera, daje do myślenia. Mobilizuje by wychowywać córkę tak, by wiedziała, że nie musi być miła, może ufać swoim odczuciom, ma prawo podnosić alarm gdy coś ją niepokoi. Chcę żeby znała swoje granice i umiała ich bronić. To dla mnie ważne. Chciałabym ją nauczyć, że jej emocje mają znaczenie i komunikują coś ważnego. Wszystkie bez wyjątku, nawet gniew, który mam wrażenie jest otoczony jakąś aurą tabu. Jakby był emocją nie na miejscu, która szczególnie  nie przystoi  dziewczynkom. A właśnie, że przystoi!

Dzisiaj dzień dziewczynek. Jestem matką wspaniałych córek i świętujemy!

 

 

cz3. nowy początek

„Budzi mnie dzwonek telefonu. Słońce wpada z impetem do pokoju, razi w oczy.

– Słucham?

– Halo Adam!

– Cześć tato.

– Wszystko dobrze?

– Tak w porządku, czemu pytasz.

– Szukałem Cię.

– Ale dlaczego? Czy coś się stało?

– Dzwonię złożyć Ci życzenia. Dziś Wilekanoc i twoje urodziny.

– Co? …a, tak, dopiero się obudziłem, zapomniałem….

– Co ci mówi serce?

– Chyba się przesłyszałem?

– Pytam, jak z sercem, wszystko ok.?

– A…tak! Nigdy nie było lepiej!”

fin!

cz2. spotkanie

„Coś się zmieniło. Nadal nie wiem gdzie jestem, ani co się ze mną dzieje? Poruszam się po omacku, idę…a raczej ktoś mnie  niesie? Tak. Dopiero teraz dociera do mnie, że poza mną ktoś tu jest. Ból zaczyna ustępować. Jest odrobinę jaśniej.

– Bolało Cię?

– Tak. Skąd wiesz?  – pytam mocno zdezorientowany.

Nie rozumiem co się stało i z kim rozmawiam? Wstydzę się zapytać.  Jego obecność wydaje się teraz taka oczywista. Jakby tu był zawsze. Czuję się … bezpiecznie.

– Byłem, przy tobie.

– Słucham?

– Wtedy, kiedy myślałeś, że nikt nie słyszy, słyszałem cię.

– Dlaczego nic nie odpowiedziałeś?  – mówię z wyrzutem. Po chwili znów mi wstyd. Nawet nie wiem z kim rozmawiam?

– Jestem przy tobie zawsze, także  w miejscu, którego się najbardziej boisz – w twojej samotności.

Na samo wspomnienie przenika mnie dreszcz. Znów mam na końcu języka, żeby spytać – kim ty w ogóle jesteś? Zamiast tego wyrzucam z siebie – Co? W tym paskudnym bunkrze, z którego właśnie się wydostałem? Nawet mi nie przypominaj…

– Nie wydostałeś się, nadal tu jesteśmy.

– Co? – słowa grzęzną mi w gardle – Jak to? – rozglądam się nerwowo.

– Jestem z tobą w twojej samotności.

– Ale nie czuję się samotny, gdy jesteś przy mnie – mówię machinalnie.

– Gdybyś nie doświadczył samotności, skąd wiedziałbyś jak ona smakuje? A teraz wiesz. Jesteś tu i spotkałeś mnie?

– Tak

– Bywałeś tu wcześniej prawda?

Normalnie z nikim nie rozmawiam o tym co czuję, nie umiałem dotąd tego nazwać, ale teraz…widzę więcej,  rozumiem to co się ze mną działo.

– Nie wiem czy kiedykolwiek tak naprawdę stąd wyszedłem? – odpowiadam szczerze – Czasem udaje mi się to miejsce czymś przesłonić, zagłuszyć. Wydaje mi się wtedy na chwilę, że ono nie istnieje. Ale jednak jest…

– To jest dla Ciebie trudne?

-Tak, bardzo.

– A teraz? Gdy jesteś tu i wiesz, że jestem tu z tobą zawsze… czy to coś zmienia?

– Tak, to zmienia wszystko – gdy kończę mówić zalewa mnie spokój. Mam go w każdej komórce ciała. Oddycham głęboko, tak jakbym nigdy dotąd nie oddychał naprawdę.

– Już czas wracać.

– Dokąd?

– Czeka na ciebie nowy dzień – jego słowa dodają mi otuchy. Gdzieś zniknął lęk.

Zdobywam się na odwagę by zapytać – Kim jesteś?

– Znasz odpowiedź. Jest tu…-  mówi wskazując na moje serce…”

cdn

bunkier

„Chciałbym uciec. Nie być tutaj. Być gdzieś indziej, choć na chwilę. Nie daję rady. Wiem co by powiedzieli: „Patrzcie go! Wiedziałem, że się rozsypie”, „frustrat”, „histeryk”… nie chcę by ktokolwiek wiedział. Gdy ich spotykam silę się na uśmiech. To moja jedyna broń. Cały się za nim chowam. Nic mi nie jest. Przecież „faceci nie płaczą”. Czuję, że coraz mniej mi to wychodzi. Z każdym dniem coraz bardziej widać, że coś ze mną nie tak. Muszę się wziąć w garść. Tak, zrobię to! Wezmę się! Tylko jak? Nawet nie bardzo rozumiem co się ze mną dzieje. Żeby choć dało się za czymś schować, za jakimś skrawkiem pozoru. Przestaję panować nad mimiką. Uśmiech zmienia się w nerwowy grymas. Już ścigają mnie ciekawskie spojrzenia. Będę dla nich tematem do rozmów, ocen. Wymykam się sobie spod kontroli. Nie mam już nic poza wstydem. Nie znoszę siebie. W pustym pokoju walę pięścią w ścianę: tak jestem słaby, przybity, zdołowany, zagubiony i jestem z tym cholernie sam!

Tkwię zamknięty w jakimś bunkrze, nie ma drzwi, okna, znikąd światła. Jak się tu znalazłem? Nie chcę tu być! Czy ktoś mnie w ogóle słyszy? Jak stąd wyjść? A jeśli tu zostanę? Wpadam w panikę, czuję dotkliwy ból.”

cdn.