52 procent za wypychaniem uchodźców

Jestem wstrząśnięta wynikami sondażu opublikowanego przez oko press( link do sondażu poniżej). Wynika z niego, że 52 procent polskiego społeczeństwa popiera działanie polskich służb na naszej wschodniej granicy. W tym brak udzielenia pomocy humanitarnej, wywózki, brak zgody na działania lekarzy bez granic w strefie stanu wyjątkowego.

Moje dzieci nie mogą doczekać się zimy i świąt. Zjeżdżania na sankach i lepienia bałwanów. Ciągle pytają: ” kiedy zima, kiedy śnieg?” Te pytania świdrują mi w uszach. Przeraża mnie myśl, że przyjdzie zima. Jak mam powiedzieć dzieciom, że wtedy w lesie będzie jeszcze więcej ciał, także ich rówieśników? Las zimą będzie gęsty od zamarzniętych zwłok. Jak zniesiemy święta? Jak w ogóle będziemy mogli je przeżywać wiedząc, że u wrót naszego kraju za przyzwoleniem sporej części naszego społeczeństwa dzieje się ludobójstwo? Jedyną nadzieją tych umierających ludzi są niskie słupki w sondażach poparcia dla działań służb. Gdy słupki rosną – nadzieja umiera.

 

https://oko.press/52-proc-za-wypychaniem-uchodzcow-mezczyzni-na-zimno-kobiety-ze-wspolczuciem/?utm_medium=Social&utm_source=Facebook#Echobox=1633435222

Różaniec bez granic 7.10.2021

Spontanicznie, gnana potrzebą serca, zorganizowałam wczoraj z okazji święta Matki Bożej Różańcowej wydarzenie „Różaniec bez granic”.

Było nas troje. Ja, mój kolega i starsza pani, która powiedziała, że i tak wybierała się na różaniec, a jak się dowiedziała o tym wydarzeniu, przyszła, bo to było dla niej bardzo ważne. Zasmuciła ją frekwencja, mówiła – myślałam, że będą tłumy. Ja z kolei bardzo ucieszyłam się, że ona przyszła i niczym się już nie martwiłam.

 

Modlitwa trwała godzinę. Od zimna skostniały nam ręce, mimo, że była to cieplejsza cześć nocy. Przemarzliśmy i serca nam pękały na myśl, że uchodźcy w takim zimnie spędzają w lesie kolejne doby.

 

Modlitwę zaczęliśmy wezwaniem:

„Gromadzimy się dzisiaj by modlić się, okazywać naszą solidarność z uchodźcami. Nie możemy bezczynnie patrzeć na cierpienie naszych braci. Prosimy cię Boże za wstawiennictwem naszej orędowniczki Maryi – ratuj ich, przyjdź im z pomocą, skrusz mur, wyrwij ich z pułapki, w którą zostali schwytani. Prosimy też pokazuj nam jak możemy pomóc? Co dobrego możemy zrobić dla naszych bliźnich, którzy cierpią, którzy umierają. Wierzymy, że ich życie jest cenne w Twoich oczach. Ratuj ich życie.

 

Maryjo, która sama doświadczyłaś odrzucenia w obcym kraju, w tak trudnym życiowym momencie jak narodziny dziecka, prosimy – wstawiaj się za tymi matkami, ojcami, dziećmi, wszystkimi, którzy zmuszeni byli opuścić swoje domy w poszukiwaniu nowej, bezpiecznej ojczyzny, a którzy zostali oszukani i teraz ich życie jest zagrożone. Prosimy, pośpiesz im z pomocą.”

 

Na zakończenie zmówiliśmy modlitwę za zmarłych uchodźców, o których wiemy i tych, których nazwisk nie poznaliśmy. Zanim rozeszliśmy się do domów mieliśmy okazję porozmawiać. Każdy z nas we własnym środowisku doświadczył zderzenia z murem obojętności wobec uchodźców. Dzięki temu spotkaniu poczuliśmy się choć odrobinę mniej obco w naszym kraju, w którym wciąż jest duże przyzwolenie społeczne na to co dzieje się na granicy.

 

Poruszające były dla mnie też komentarze, które pojawiły się pod postem o wydarzeniu na grupie rodziców bez granic.

Ludzie pisali między innymi:

 

„Popieram jako matka, polka i katolka. Różaniec powinien być bez granic a nie do granic ❤️ Ta sytuacja to jest w ogóle totalne ewangeliczne SPRAWDZAM – „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” Mt 25, 40”

 

„W Kościele w którym się pojawiam ksiądz w dwie ostatnie niedziele jasno grzmiał wręcz o tym, że katolickim obowiązkiem jest empatia i wstawianie się za dziećmi z Michałowa. Tłumaczył że stawianie granic nie może być w sprzeczności z człowieczeństwem. Mówił, że straż graniczna ma wielki konflikt moralny, bo każe im się popełniać grzech… Mówił by głos naszego sumienia zamienił się w krzyk.

 

Wspólnota KK wstała i biła księdzu brawo. Mi leciały łzy i to było naprawdę bardzo autentyczne i niepolityczne.

 

I daję te przykłady, bo dają mi nadzieję na inne jutro. Nie chcę by partia która się z nim utożsamia nadal to robiła i nie chcę by kościół utożsamiał się z jakakolwiek partią.”

 

„Gdy brakuje zdecydowanego głosu polskiej hierarchii kościelnej, takie inicjatywy są bardzo cenne ponieważ pokazują inną twarz polskiego katolicyzmu”

 

„Hej, jestem ateistką i cieszę się, że to robisz.”

 

„Dla mnie jako niewierzącej ważne jest też, żeby gesty solidarności wychodziły z róźnych środowisk, żeby pokazać, że jesteśmy zjednoczeni w naszym sprzeciwie, więc bardzo się cieszę z takich inicjatyw.”

 

„Bardzo potrzebna akcja – pokazuje, że troska o uchodźców to nie tylko „lewacka histeria”. Dziękuję”

 

„Nie jestem katoliczką ale to piękny gest za który dziekuję. Jestem z wami sercem.”

 

„Mam wielu przyjaciół Katolików, którzy bardzo cierpią przez to co dzieje się z KK w Polsce. Kościół jako wspólnota wierzących przetrwa i takie szczere inicjatywy są potrzebne, żeby pokazać innym, że są różne oblicza Katolicyzmu. Mam nadzieję, że właśnie oddolnie”

 

„Jestem agnostyczką, bardzo doceniam to, że te i ci, którzy wierzą że modlitwa może pomóc, będą się modlić właśnie w tej intencji.”

 

Budujące, że jest w ludziach tak duża potrzeba solidarności, że różnice między nami przestają mieć znaczenie. Wzajemna akceptacja i wsparcie są dla mnie jak jasne snopy światła w czasie mroku.

 

Chcę tą modlitwę jakiegoś dnia jeszcze powtórzyć, już teraz serdecznie na nią zapraszam. Pozdrawiam Ciebie czytelniku ciepło i jestem pełna podziwu, że dotarłeś aż tutaj ♥️ Wszystkiego dobrego.

„Jak pionki w grze w szachy”. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 26.09. 2021.

Dzisiaj w naszym Kościele obchodzimy  107 Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Z tej okazji publikuję rozmowę, którą odbyłam za pośrednictwem messengera z uchodźcą przebywającym na terenie Białorusi.

Poniedziałek 20.09.2021
Jawad: Witamy. Chciałem podziękować z całego serca za współczucie dla uchodźców. Nadawcą do Ciebie jest uchodźca ojciec trójki dzieci, który przybył z Syrii w poszukiwaniu bezpieczeństwa dla swoich dzieci i rodziny, a teraz przyjmuje śmierć na granicy białorusko-polskiej.
Natalia: Witaj
J:Jeszcze raz dziękuję. Chociaż jest tu bardzo zimno i zaczynam marznąć J:Ale twoje słowa i człowieczeństwo w tobie sprawiły, że poczułem się trochę ciepło
N: Dziękuję, skąd mnie znasz? Gdzie jesteście?
J:Przeczytałem Twój komentarz pod postem o granicach i uchodźcach i znalazłem Ci sympatię do nich, więc chciałem Ci podziękować. Teraz utknąłem na granicy i uwięziony w obozie w lesie między siłami polskimi i białoruskimi.
N: Przykro mi. Tak, bardzo mnie poruszają sprawy uchodźców, już od lat. Szczególnym sentymentem darzę Syryjczyków. Krwawi mi serce jak słyszę o doniesieniach o wojnie w waszym kraju. Teraz, przez sytuację w Afganistanie, w Polsce o Syrii mówi się jeszcze mniej niż kiedyś, a przecież tam sytuacja nadal jest bardzo zła. Poznałam rodzinę, która żyje w obozie w północnej Syrii, jesteśmy w stałym kontakcie. Bardzo miło Cię poznać to naprawdę niesamowite.
J: Przepraszam,że spóźniłem się z odpowiedzią. Piszę potajemnie, bo tutaj zabrali nasze telefony, to urządzenie, o którym nie wiedzą
N:Nie ma problemu
J:Tak się cieszę, że cię znam i to dla mnie wielki zaszczyt
N:Wzajemnie. Mój mąż ma dzisiaj urodziny…gdybyśmy mogli zaprosilibyśmy was na kawałek tortu, może przyjdzie taki dzień, że się uda, mam nadzieję.
J:Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Życzę wam obojgu na zawsze miłości i szczęścia.
N: Dziękuję serdecznie! Przekazałam.
N:Macie co jeść? Pić? Macie gdzie spać? Dlaczego zabierają wam telefony?
J:Dają nam posiłek i śpimy pod gołym niebem. Nie wiem jak długo taka sytuacja się utrzyma. Nie pozwalają nam nawet wrócić tam, skąd przyszliśmy. Uciekliśmy od piekła wojny w Syrii do piekła mroźnego zimna tu w dżungli. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiej atmosfery, zimno jest tu śmiertelne. Palce prawie zamarzają.
J:Jestem pewien, że ten obłok odejdzie i że Bóg o nas nie zapomni i nas zbawi. Moja ufność w Bogu jest wielka, nawet jeśli stracę tu życie, nie stracę nadziei w Bogu. J:Kiedy widzę przechodzące obok nas w lesie zwierzę, czuję, że dziwnie na nas patrzy, jak traktujemy siebie nawzajem, ludzkość. Być może są rzeczy, których my, ludzie, powinniśmy się uczyć od zwierząt i innych stworzeń.
N:Mów Jawad ja słucham, opowiedz mi wszystko co chcesz, jestem żeby Was słuchać.
J:Mam trójkę dzieci. Syna i dwie córki. Ibrahim; pełen nadziei. Ibrahim ma 6 lat. Amal ma 4 lata. Mila ma półtora roku. Mam cudowną i piękną żonę. Kocham ich wszystkich. Dzień przed wyjazdem pożegnałem się z nimi i powiedziałem dzieciom, że jadę i wrócę jutro. A teraz każdego ranka pytają mamę, kiedy będzie jutro? Kiedy tata wróci? Moja żona dzwoni do mnie codziennie i mówi, że każdy dzień jej życia będzie jutro, dopóki do nich nie wrócę i nie spotkamy się razem.
N:Twoja rodzina została w Syrii?
J:Tak, została w Syrii.
J:Dziękuję tobie i twojemu mężowi i życzę twojemu mężowi wesołych świąt(urodzin?) i miłego wieczoru dla was obojga.
Wtorek 21.09.2021
J:Niech Bóg błogosławi cię dobrym porankiem
N:Dziękuję. Jak przetrwałeś noc?
J:Alhamdulillah, wczorajsza noc była znacznie cieplejsza
N:To dobrze.Czy możesz mi opowiedzieć więcej o swojej podróży i swojej sytuacji?
J:W porządku. Dokonałem rezerwacji przez biuro turystyczne na Białoruś, Mińsk. Kiedy przyjechałem było zatłoczone lotnisko. Zostałam na lotnisku dwa dni. Poczekałem, aż moje dokumenty zostaną zaakceptowane, a wiza zostanie wydrukowana w moim paszporcie aby mnie wypuścić z lotniska. Kiedy wyszedłem, zdziwiłem się, że biuro turystyczne mnie oszukało. Ponieważ rezerwacja hotelu na 5 dni to była fałszywa rezerwacja.To był długi i żmudny lot. Bo były dwa przystanki i czekałem na tranzyt. Pierwszy był w Dubaju, potem drugi w Turcji, potem z Turcji przyleciałem na lotnisko w Mińsku na Białorusi. Czas oczekiwania na lotnisku w Dubaju wyniósł 22 godziny. W Turcji 18 godzin. Na białoruskim lotnisku czekałem dwa dni na lotnisku przed wyjazdem. Skończyło mi się jedzenie. Kiedy wyszedłem, umierałem z głodu. Poszedłem do hotelu zamówić cokolwiek do jedzenia, a potem odpocząć po tej długiej podróży. Dowiedziałem się, że zostałem oszukany, i że ta rezerwacja jest fałszywa. Zapłaciłem pieniędzmi, które miałem na nową rezerwację. Potem cały dzień spałem jak zabity. Kiedy się obudziłem, poszedłem na targ, żeby kupić zapasy na wyjazd.Potem zatrzymałem taksówkę, żeby mnie zabrałą na przejście graniczne.
N:Więc sam przyjechałeś na granicę? Nikt Cię do tego nie zmuszał?
J:Tak
N: Pytam, bo bo powiedzieli nam, że Łukaszenko, prezydent Białorusi zmusza ludzi do przekraczania polskiej granicy.
J: Do przyjazdu zmusiła mnie wojna w moim kraju. Przyjechałem, bo pragnąłem bezpieczeństwa i lepszej przyszłości dla mojej rodziny.
N:Rozumiem
J: (w odpowiedzi na moje zdanie o tym, że Łukaszenko zmusza ludzi do przekraczania granicy): Dzieje się tak, gdy dotrzesz do granicy. Kiedy tam dotrzesz, jak białoruska armia cię zobaczy, to zmusi cię do przekroczenia granicy.
N:Więc jesteś w pułapce
J:Tak, teraz jestem w pułapce
J:Podawano nam tylko jeden posiłek dziennie
N:Kto daje ci jedzenie? Armia?
J:Tak, białoruskie wojsko. Ostatni raz jadłem wczoraj po południu. Wojsko polskie nic nam nie dało.
Natalia w odpowiedzi na „Wojsko polskie nic nam nie dało.”: Wiem i bardzo mi wstyd.
J: Nie jesteś winna.
N:Armia białoruska daje ci jedzenie, trzyma cię w lesie i nie pozwala wrócić?
J: Tak
N: Jesteś więźniem politycznej gry
J:Jesteśmy jak pionki w grze w szachy.
N:Tak mi przykro, że serce mi pęka, kiedy to słyszę, Nikt nie powinien być pionkiem w żadnej grze. Jawad, stworzyłam stronę na facebooku pod tytułem „Jestem Estera”. Chcę, żeby to miejsce było miejscem pokazania naszej solidarności z uchodźcami takimi jak ty. Czy mogę umieścić na tej stronie twoje słowa? Czy mogę użyć twojego imienia i nazwiska? Jeśli nie chcesz, mogę to zmienić. Chcę tylko, żeby ludzie wiedzieli.
J:Nie ma problemu, wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone dla Ciebie. Opublikuj to, co chcesz.
N:Ok, dziękuję za zaufanie
J:Jest takie powiedzenie, które mówi: „O wy, którzy utonęliście, jaki jest wasz strach przed zmoknięciem!!” Wyszedłem spod bombardowania samolotów, ostrzału armat, trafień i pocisków. Wszystkie rodzaje broni były testowane na nas. W tym broń chemiczna i toksyczna. Mogliśmy stać się odporni na strach i śmierć. Nie boję się śmierci, ale jeśli umrę to wstydzę się łez mojej matki, mojej żony i moich dzieci. Nie ma dla nich nadziei w tym życiu i nikt się nimi nie zajmie po mnie.
N:Gdzie oni są? Czy mieszkają w obozie?
J:Są w obozie w Idlib.  Jak bardzo chciałbym usłyszeć dźwięk ostatniej kuli w moim kraju, nawet jeśli by trafił w moją klatkę piersiową.
W tym momencie brakło mi słów. Nie wytrzymałam. Musiałam przerwać rozmowę i ochłonąć. Więc powiedziałam: Jawad, muszę teraz pracować. Będę dla Ciebie pracować, aby zrobić tę stronę najlepiej, jak potrafię.
J: Cóż, dziękuję i doceniam życzliwe słuchanie i zainteresowanie naszą sprawą. „Opiekuj się słabymi ludźmi. Silni potrafią o siebie zadbać.” Dobranoc, miej szczęśliwe sny.
N:Dobranoc.
Środa 22.09.2021
N:Dzień dobry Jawad jak się masz? Czy dostałeś wczoraj jakiś posiłek?
J:Dzień dobry. Nic mi nie jest. Nie, nic nie jedliśmy. Od rana na granicy są dziwne ruchy.
N:Co masz na myśli?
J:Nie wiem, może przyjeżdża urzędnik państwowy?
N:Widzisz granicę? Czy to jest blisko?
J:Nie oficjalna granica. Granica między ogrodzeniem. Miejsce, w którym jesteśmy przetrzymywani.
J:Tak
N:Ile osób jest z tobą?
J:Jest około 200 osób, w tym kobiety i dzieci.
Do tej pory myślałam,że to mała grupa, ale gdy podał mi tą liczbę zrozumiałam,że muszę gdzieś to zgłosić. Pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl była Anna Aboth. Poinformowałam ją o sytuacji. Poprosiła, żebym dowiedziała się gdzie dokładnie są przetrzymywani. Zaczęłam dobijać się ponownie do Jawada.
N:Gdzie to jest? Czy możesz podać mi lokalizację?
N:Czy możesz mi podać twoją lokalizację?
N:Jawad jesteś tam?
N:Proszę o odpowiedź, martwię się…
Jawad nie odpowiedział przez całą noc. Dopiero następnego ranka odezwał się. Okazało się, że zasłabł, z przemęczenia, przemarznięcia i głodu. Białoruscy żołnierze przewieźli go do szpitala (!) w Grodnie, tam doszedł do siebie i znowu rozmawialiśmy. Zaczęłam więc ponownie wypytywać Jawada o lokalizację obozu w lesie. Niestety nie udało się tego dowiedzieć, na pytanie czy ma kontakty z kimś z grupy odpowiedział, że Polscy żołnierze roztrzaskali wszystkim telefony (on miał jeden ukryty, o którym nie wiedzieli). Gdy zapytałam dlaczego jego zdaniem to zrobili odparł: „Żeby nie mogli komunikować się, fotografować i informować organizacji praw człowieka”- co jest zbieżne z opinią organizacji humanitarnych w Polsce, alarmujących o tym, że Stan Wyjątkowy został wprowadzony po to, by nie było świadków działań polskich służb na granicy.
Jawad: Boją się kamer, bo wiedzą, że się mylą. To straszna rzecz i rażące naruszenie praw człowieka.
Natalia: O mój Boże, to łamie mi serce, to jest mój kraj.
Jawad: To nie twoja wina. A twój kraj to piękny kraj i są w nim tacy wspaniali ludzie jak ty. Czuję, że ludzie nam współczują, ale teraz jesteśmy ofiarami brudnej gry politycznej.
N:Ale to mój kraj, tak mi wstyd.
J:Nie, twój kraj jest z ciebie dumny.
N:Opowiedz mi o ludziach, którzy byli z tobą w lesie. Czy mieli ciepłe ubrania?
J:To prości ludzie, którzy mają nadzieję dotrzeć do Europy w poszukiwaniu bezpieczeństwa i bezpiecznej przyszłości dla swoich dzieci
N:Rozumiem, ale chcę to zobaczyć, wyobrazić sobie. Mów dalej.
J:Droga jest trudna i jest zimno, ubrania, które mają, nie grzeją dobrze ciała Zabrakło im nawet jedzenia i wody, bo nie mogą jej dużo przewozić w trasie Niektórzy giną w lesie.
N:Opowiedz mi o rodzinach. Czy widziałeś ojców, matki z dziećmi?
J:Tak. Dzieci zawsze płaczą i zastanawiają się nad tym miejscem.
N:Powiedz mi o nich.
J:Wiele dzieci zachorowało. Ciężka biegunka z powodu przeziębienia. I grypa też. Nie korona. Normalna grypa z powodu przeziębienia
N:Czy mieli lekarstwa?
J:Nie
J:Rozpalaliśmy trochę drewna i zbliżaliśmy je do niego, aby mogły się trochę ogrzać. Tutaj nie zabierają osoby do szpitala, chyba że jej stan jest poważny.
N: Tutaj – Masz na myśli Białoruś?
J:tak
N:U nas w Polsce odmawiają pomocy, nawet jeśli umierasz, taka jest różnica. Tak stało się dzisiaj, lekarze odmówili przyjazdu do uchodźców i powiedzieli, że to nieważne, że umierają, czy nie – są nielegalni.
J:Czy masz dzieci ?
N:Tak
J:Bardzo kocham dzieci
N:Ja też
J:Chciałbym, żeby rządziły światem, bo ich serca są czyste.
Jawad relacjonował, że w lesie, na miejscu nie było możliwości sprawdzić położenia, bo wojsko używało urządzeń do zagłuszania sygnału GPS. Tak więc nadal gdzieś w lesie, jak przypuszczam w pasie leśnym położonym w niedalekiej odległości od Grodna znajduje się grupa 200 ludzi w tym kobiet i dzieci, która każdą swoją noc spędza pod gołym niebem w lesie. Nie mam żadnej informacji o dalszym ich losie czy położeniu.
Upubliczniam tą rozmowę, bo nie mogę jej zatrzymać tylko dla siebie. Jestem zwykłym człowiekiem, który rozmawiał z drugim człowiekiem. Nie zgadzam się na to by mój rozmówca, ani żaden inny człowiek był traktowany jak pionek! Jawad nie jest pionkiem, jest człowiekiem zasługuje na godne traktowanie i godne życie. Zaświadczam,że opublikowana przeze mnie rozmowa jest prawdziwa w sprawie jej autentyczności mogę zeznawać pod przysięgą. Publikuję zebrane informacje i zostawiam wam do samodzielnej oceny.
____________________
Zapraszam na stworząną przeze mnie na facebooku stronę  „Jestem Estera”. Została stworzona z myślą o uchodźcach, oraz tych, którzy chcą okazać im solidarność.

Gość w dom, Bóg w dom!

Niedziela 12.09.2021 to ważny dzień dla Polskiego Kościoła, dzień beatyfikacji dwójki wspaniałych ludzi  kard. Wyszyńskiego i Matki Czackiej. Na porannej mszy słyszę słowa:

„Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić?

Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. „
Jk 2, 14-17
Ktoś zapytał mnie wczoraj dlaczego nadal jestem w Kościele? Odpowiedziałam, że z powodu więzi z Bogiem, ludźmi i z powodu dobra, którego doświadczyłam. Przez więź z Bogiem rozumiem relację wytworzoną przez lata słuchania Słowa, modlitwy, przystępowania do sakramentów. Jeśli chodzi o ludzi to w Kościele jest wielu dobrych, uczciwych świeckich i duchownych, których cenię, to moja rodzina. To co dobrego  dzieje się w Kościele nie ma dobrej reklamy, a z drugiej strony to, że sprawcy pedofili w sutannach nie ponoszą odpowiedzialności za swoje czyny i nadal sa kryci, to że mariaż tronu i ołtarza trwa nadal sprawia, że żyję w tej w wspólnocie w stanie permanentnego zdruzgotania. Między innymi dlatego nie cieszą mnie kościelne wielkie pompy, fety i beatyfikacje. Nie byłam wstanie wczoraj świętować. Jak tu się cieszyć, gdy na naszej wschodniej granicy ludzie są skazywani na śmierć? W czytaniu przeznaczonym na ten dzień usłyszeliśmy, że wiara bez uczynków jest martwa. Na co nam wiara, skoro tym konkretnym ludziom nie udzielimy pomocy? Na nic. Dlatego wczoraj po mszy biegłam na „Gościnność bez granic. Protest solidarnościowy z uchodźcami na granicy”. Jak dobrze, było tam być. Między ludźmi, którzy krzyczeli- ” żaden człowiek nie jest nielegalny”, którzy zdawali relacje z pobytu w Usnarzu, pośród tych którzy opowiadali o swoim doświadczeniu uchodźstwa. Poczułam się jak w domu w którym naczelną zasadą jest „Gość w dom, Bóg w dom”  Szczególnie wzruszyła mnie protestująca starsza pani, która w dłoniach trzymałą transparent właśnie  z tym hasłem. „Gość w dom, Bóg w dom” – to święta zasada gościnnosci przekazywana nam przez starsze pokolenia. – cały oręż jaki przeciw bezdusznemu systemowi miała ta kobieta. Moim orężem były kolorowe flamastry, papier, niedawno wypowiedziane na Jasnej Górze słowa Kardynała abp Wojciecha Polaka dotyczące uchodźców, (https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8232300,prymas-polski-wojciech-polak-migranci-cudzoziemcy-uchodzcy.html),   i wiersz, który napisałam wiele lat temu poruszona brakiem pomocy dla uchodźców ze strony mojego kraju i kontrowersyjną akcją „Różaniec do granic”.

Kraj Różany

Zamknięte
bramy Różanego kraju.
Różany kraj
tylko
dla Różanych ludzi!
– wołamy
Nie dla tych,
którzy topią się
w braku nadziei.
My, Różani,
silni strachem,
mocni władzą,
Różanym mydłem
umywamy ręce

Przeżyj to sam

Historia jednej piosenki


Piosenkę „Przeżyj to sam” zespołu „Lombard” grano na balach ósmych klas mojego rocznika (1981), a także w kolejnych latach. Jako dziecko zastanawiałam się dlaczego akurat ten utwór stał się tradycją?

Teraz rozumiem więcej.  Lata dziewięćdziesiąte XX wieku, gdy kończyliśmy podstawówkę, to był czas, wywalczonego za wysoką cenę, pokoju. Wolna Polska, demokracja, możliwe były dlatego, że ktoś, przed nami, stoczył o nie bój. „Ogromne morze ludzkich głów” –  jak słyszymy w piosence – zmieniło świat. Przekazali nam Polskę – dziedzictwo swojej krwi. Jesteśmy ich dłużnikami. My, dzisiaj czterdziestolatkowie, ale także wszyscy, których głos się liczy, zdamy kiedyś sprawę przed naszymi przodkami, z tego jaki świat przekazaliśmy kolejnemu pokoleniu? Ważne, żeby chciało się nam bronić wartości jaką jest wolna Polska, jaką jest braterstwo, człowieczeństwo, solidarność ponad wszelkimi podziałami.

Mój piękny gniew

Kulminacyjnym momentem piosenki jest zdanie:” i zaczął w tobie gniew kiełkować, aż pomyślałeś  – milczenia dość”.  Wstydzimy się gniewu. Jesteśmy tak wychowywani, że gniewać się nie wypada. Tymczasem tutaj, ta nielubiana emocja pokazana jest jako coś pozytywnego. Gniew przedstawiony jest jako siła napędowa, prowokująca zmianę na lepsze. Co wy na to? Bo mnie to kręci. Mój gniew zaczął kiełkować już dawno, teraz ma mocną łodygę i pięknie zakwitł. Już pora pokazać go światu.

Spotkasz mnie jutro o 15:00 pod MSWiA na proteście zorganizowanym przez Stowarzyszenie Mudita, po hasłem „Gościnność bez granic”. Dołączysz?

__________________________________

Link do wydarzenia: https://facebook.com/events/s/goscinnosc-bez-granic-protest-/628241328580820/z?u.. 0820/

Link do piosenki: https://youtu.be/g7ogvpwqs5s

Obrazek autorstwa mojej córki.

One second winners

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w Polsce w sprawie aborcji z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, na ulice miast wyszły wzburzone tłumy. Mijają kolejne tygodnie, a w ludziach nadal wrze. Gorący od zaciekłych dyskusji jest także Internet. W międzyczasie na światło dzienne wychodzi prawda o tuszowaniu afer pedofilskich przez największe autorytety kościelnej elity – to wstrząs! Tłem dla trwającej w Polsce zawieruchy jest ogólnoświatowe tornado związane z pandemią wirusa SARS CoV-2. Wszyscy odczuwamy utrudnienia związane z lockdownem. Żyjemy z dnia na dzień niepokojąc się o zdrowie swoje i bliskich. To przytłacza. Przyznam, że wszechobecny zaciekły konflikt, upadek autorytetów plus wyzwania związane z codziennością życia w czasach pandemii sprawiają, że trudno mi się odnaleźć. W zgiełku, który panuje najbardziej zatrzymuje mnie głos tych, których sprawa aborcji eugenicznej najbardziej dotyka – osób z niepełnosprawnością i ich bliskich. Mówią o swoim bólu, o niewystarczającym wsparciu, o osamotnieniu, lęku, głębokim smutku jaki budzi w nich zaciekła walka o aborcję dzieci z niepełnosprawnościami, wadami – odczytują to tak jakby współczesny świat nie chciał ich samych. W ferworze bitwy na argumenty i wzajemne oskarżenia niepokoi mnie przybierające na sile zjawisko uprzedmiotowienia. Ważne, żeby osoby z niepełnosprawnością i ich rodziny były podmiotem wspólnej troski, a nie przedmiotem sporu, w którym każda strona chce udowodnić tej drugiej, że lepiej broni ich interesów. Prawda jest taka, że i jedni i drudzy robimy dla nich za mało.

Słyszeć ich głos

Z relacji osób, które od lat zaangażowane są w pomoc niepełnosprawnym wyłania się spójny obraz braku odpowiedniego wsparcia dla tego środowiska.

Ksiądz Isakowicz Zaleski, w rozmowie z KAI powiedział, że Kościół ma duże braki w otaczaniu osób z niepełnosprawnością i ich rodzin opieką. Powiedział, że parafie nie traktują tego zagadnienia jako swój problem. Zauważył, że pomoc można organizować w ramach duszpasterstw akademickich, wspólnot oazowych czy innych ruchów i grup parafialnych. To ważne by Kościół odpowiedział na ten apel.

Siostra Małgorzata Chmielewska w rozmowie dla TVN 24 zauważyła, że gdyby zapewnić kobietom lepsze wsparcie, wybór „za życiem” byłby łatwiejszy.

Ważny problem sygnalizuje Olga Ślepowrońska, która jest inicjatorką projektu „Spa dla Mam”. Bardzo często matki i dzieci z niepełnosprawnością zostają porzucone przez ojców. Mężczyźni odchodzą. Kobiety zdane na siebie wypadają ze wszystkich form wsparcia bo nie mają sił ani czasu na podtrzymywanie więzi społecznych. Często przypina się im łatkę „herosek”. Olga w wywiadzie dla portalu Uroda Życia, mówi, że to nie są „heroski” , ale kobiety, które mają takie same potrzeby jak wszyscy. Superbohaterowie radzą sobie sami i nie potrzebują wsparcia. Nazywając kogoś „herosem” odbieramy mu ludzkie cechy i wtedy trudno nam trafnie ocenić ciężar problemów, które musi pokonywać.

 

Przyzwyczaić się do wykluczenia

Jedno z dzieci moich przyjaciół Patryka i Wioli ma syndrom Downa. Kiedyś Patryk powiedział – Wiktor zaczyna coraz więcej rozumieć. Widzi na podwórku, że dzieci się od niego odwracają, izolują go. – Co wtedy robisz? – zapytałam – Co mogę zrobić?- odparł – przytulam go. Musi się przyzwyczaić do wykluczenia – skonkludował. Patrzyłam na bawiącego się z moimi dziećmi małego Wiktora, który przyznaję z dumą, jest moim chrzestnym synkiem i chodziły mi po głowie takie pytania: Jak my dorośli radzimy sobie psychicznie z wykluczeniem? Kiepsko. To boli! Jak można nauczyć dziecko przyjmować wykluczenie? Dlaczego w ogóle dzieci mają się tego uczyć? Czy nie lepiej gdyby pełnosprawne dzieci uczyły się akceptacji? Tak, zdecydowanie lepiej, ale w gruncie rzeczy wiem, że Patryk ma rację. Tak już będzie. Dzięki temu, że sam potrafi podejść do tego ze spokojem i akceptacją może być dla chłopca wsparciem. Wiktor ma wspaniałych rodziców. Co ja mogę zrobić dla niego? Zadbać o ten kawałek świata, na który mam wpływ, o moją rodzinę, otoczenie. Uczyć moje dzieci akceptacji i szacunku wobec niepełnosprawnych.

Wykluczenia są różne. Osobę poruszającą się na wózku wyklucza wysoki krawężnik czy brak windy, niewidomego elektroniczny system kolejek, który wyświetla numerki w przychodniach. Ale doświadczenie odrzucenia w grupie rówieśników jest chyba najtrudniejsze do uniesienia. Szczególnie dla dzieci. Świadczy o tym chociażby film dokumentalny z 2015 roku pod tytułem: „Ocalił mnie LARP” (LARPing Saved My Life) Opowiada on historię Johna Gallaghera z zespołem Aspergera. LARPing, a więc „live action role-playing”, jest grą polegającą na wcielaniu się w rozmaite fikcyjne postaci i odgrywanie zmyślonych historii. Matka opowiada jak jej chory syn doświadczył wykluczenia ze strony rówieśników ze względu na swoją chorobę. To sprawiło, że nie chciał żyć. Było dosłownie tak jak w tytule, życie Johna uratowała gra i związane z nią środowisko, które przyjęło go takim jaki jest. Rodzice chłopca, którzy tak wiele przeszli mięli na dokładkę jeszcze to – dramat patrzenia jak ich dziecko, o które walczyli ze wszystkich sił, nie chce żyć. Bogu dzięki za LARP-a! Czy to dla nas zdrowych nie jest jednak smutna konkluzja? Co my robimy tym rodzicom, tym dzieciom naszą obojętnością?

„Och jak bardzo wam współczuję”

Od 2010 roku, po śmierci matki Dorota Łodziak opiekuje się dwiema niepełnosprawnymi siostrami: Asią i Ulą. Rodzina ma fanpage na Facebooku: Siostry Łodziakówny – walka o zdrowie.W wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” ( Wysokie Obcasy Extra 12/2019 Nr 12 (91) Dorota porusza między innymi kwestię tego jak jej siostry są postrzegane przez otoczenie. :”Bardzo nie lubię ciągłego ubolewania, jakie one są biedne, upośledzone, jak cierpią. Oczekuję, że inni dostrzegą w dziewczynach potencjał – osoby z niepełnosprawnością jako elementem ich życia, a nie tym co je jednoznacznie określa.” – zaznacza. Współczucie to piękna rzecz, ale łatwo się z autentycznego współodczuwania omsknąć w jego karykaturę – litowanie się, które nie niesie dobra. Ma moc jedynie sprawić, że sam ze sobą poczuję się lepiej gdy przyznaję w duchu – „ jak ja im współczuję” w podtekście – jaki jestem dobry. Litość może ranić. Może kogoś przygwoździć do ziemi, wgnieść w wózek. Jeśli chcemy autentycznie komuś pomóc nie możemy startować z pozycji „tych lepszych” bo wtedy żerujemy na czyimś bólu. W podejściu do osób z niepełnosprawnością trzeba przyjąć inną perspektywę.

 

One second winning child

Mniej więcej rok temu miałam sen, który zrobił na mnie tak duże wrażenie, że do dziś go pamiętam. Śniło mi się, że siedziałam przy kawiarnianym stole i rozmawiałam z przyjacielem. Opowiedział mi historię: „Stoję na ulicy ze znajomymi, podchodzi do nas chłopak. Ni z tego ni z owego pyta – Czy wy jesteście głusi? Żadnego „cześć, mam na imię”, od razu wyjechał z takim tekstem! Wkurzyła mnie jego impertynencja. Odparłem – moja siostra jest głucha i jest „one second winning child”. Poprosił żebym wyjaśnił co to znaczy? Odparłem – gdy Bóg patrzy na nas, moją rodzinę, to przez jedną sekundę zanim spojrzy na innych najpierw patrzy na nią. Zawsze patrzy najpierw na nią. Gdy nieznajomy usłyszał moją odpowiedź zdębiał i odszedł – skończył opowiadać kolega”. To sformułowanie „one second winning child” – zostało we mnie po przebudzeniu. Próbowałam je zrozumieć. Dla chłopaka ze snu jego niepełnosprawna siostra była pierwsza w łasce u Boga. Nie zazdrościł jej tego, po prostu stwierdził fakt.

Winnersi!

Czy jest tak, że kochający Bóg patrzy na wszystkich, ale najpierw na osoby z niepełnosprawnością? Nie wiem. Ale chyba możemy przyznać, że jest o nich szczególnie zatroskany, szczególnie w nich zakochany? Może tak być? Siostry Dominikanki z Broniszewic, które prowadzą dom dla niepełnosprawnych chłopców mówią o swoich podopiecznych: „Dzieci Niedoskonałe rodzą się po to, abyśmy mieli na ziemi ambasadorów takich wartości jak: bezinteresowna miłość, nieocenianie, nieszufladkowanie, brak uprzedzeń, bezgraniczne zaufanie, brak podziałów. Wciąż uczę się od Nich takiego życia. Za takim światem wciąż tęsknię. Choć jego namiastkę mam będąc z NIMI. Dbajmy o NICH, bo bez NICH świat będzie nie do wytrzymania”. (https://pl.aleteia.org/2018/) Może faktycznie to my mamy się od nich uczyć bezinteresowności, otwartości czerpać inspirację do lepszego życia. Może nawet więcej: uznać ich za pierwszych? Tych, którzy winni być w centrum naszej uwagii?

 

Tona wsparcia

Przyjaciel zaproponował mi koordynowanie jednej ze zbiórek w projekcie #zawieszoneziemniaki, który dedykowany jest między innymi organizacjom wspierającym rodziny osób z niepełnosprawnością. Zgodziłam się z radością. Z prowadzonych w ramach akcji zbiórek pieniądze trafiają do rolników, którym dotychczasowi odbiorcy odmówili współpracy ze względu na pandemię. Rolnicy rozwożą wykupione w ten sposób ziemniaki do różnych instytucji. Beneficjentami „Zawieszonych ziemniaków” są między innymi Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych w Laskach, podopieczni siostry Małgorzaty Chmielewskiej i Fundacji „ Domy Wspólnoty Chleb Życia”, mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Broniszewicach, „Nie marnujemy. Wspieramy! Warszawa.”, które jest częścią projektu „Spa dla MAM” zainicjowanego przez Olgę Ślepowrońską. Wspieramy także domy samotnej matki i domy dziecka. Nasz fanpage –https://www.facebook.com/. Jak mówi inicjator akcji Łukasz Badowski w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego https://warszawa.gosc.pl/doc/: „działamy ponad podziałami”. To mnie kręci! Wspólne działanie w służbie innym bez pytania o poglądy. Życie bez dzielenia ludzi na „naszych” i „nie naszych”. Bruno Schultz napisał :”Bo czyż pod stołem, który nas dzieli, nie trzymamy się wszyscy skrycie za rece?”. Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie musielibyśmy wznieść ręce ponad stół. Zróbmy to, a nuż okaże się, że się trzymamy? W każdej chwili możemy zacząć budować wokół siebie przestrzenie solidarności i życzliwości. I to się dzieje. Powstają wspaniałe inicjatywy jak na przykład pomysł sióstr spod Warszawy, które na Facebooku założyły stronę, „Pomogę mamie dziecka z niepełnosprawnością”, na której mamy w trudnej sytuacji i osoby chcące pomóc mogą zamieszczać ogłoszenia. Stowarzyszenie „Dwie Kreski”, które zajmuje się pomocą kobietom w ciąży w będącym w trudnej sytuacji zanotowało w ostatnich dniach rekordową liczbę zgłoszeń do wolontariatu. To jest piękne!

Mamy różne talenty i predyspozycje. Ktoś będzie umiał zapukać do niepełnosprawnej sąsiadki i zaoferować pomoc, komuś będzie łatwiej koordynować zbiórkę, zostać wolontariuszem, albo po prostu zrobić przelew na organizację pomocową. Mamy tak wiele możliwości. Niepełnosprawni są dla mnie „one second winners” w takim znaczeniu, że są szczególnie umiłowani przez stwórcę, a naszym zadaniem jest troska o nich i uważność na ich potrzeby. Ich miejsce nie jest na peryferiach społeczeństwa ale w jego centrum. 

 

__________________________________________________________________

https://www.facebook.com/mamaalmadecasa/

Wywiad z siostrą Małgorzatą Chmielewską: https://tvn24.pl/polska/protesty-po-orzeczeniu-trybunalu-konstytucyjnego-w-sprawie-aborcji-siostra-malgorzata-chmielewska-komentuje-4739959

Rozmowa księdza Isakowicza Zaleskiego z KAI https://ekai.pl/ks-isakowicz-zaleski-w-kosciele-potrzeba-systemowego-wsparcia-dla-osob-niepelnosprawnych/

 

Rozmowa Olgi Ślepowrońskiej z Uroda Życia: https://urodazycia.pl/styl-zycia/olga-slepowronska-pomaga-od-15-roku-zycia-teraz-organizuje-latajace-spa-dla-mam-124595-r1/?fbclid=IwAR0HXQ-uzGCmzg_EKK-0Vwo3dXODPHsh4-v4Kl3-tvTQPVwJd9s2LNLn6vc

Fotografia: Patryk Łebek. Copyright

Dzień nauczyciela w czasach pandemii

Zawsze najbardziej wzruszało mnie ciche dobro. Zwyczajne, codzienne, które trwa bez względu na okoliczności i nie dopomina się o uwagę. Gdy doświadczę czegoś takiego mam ochotę wykrzyczeć swoją wdzięczność. Dziś chcę ogromnie podziękować  nauczycielom, dyrektorom, paniom szatniarkom, pracownikom oświaty.
Ponad pół roku temu pandemia wywróciła nasze życie do góry nogami. Podczas lock downu musieliśmy odnaleźć się w świecie na nowo, przeorganizować dotychczasowe zajęcia. Życie zgotowało nam niezapowiedziany egzamin z elastyczności, dporności na stres, zdolności adaptacyjnych, z empatii i wielu innych umiejętności. Dla dorosłych to był bardzo trudny czas, ale dzieci także wiele kosztował. Zostały one zamknięte w domach. Przez jakiś czas były pozbawione możliwości wyjścia nawet do parku czy na rower i co najtrudniejsze  pozbawione kontaktu z rówieśnikami. Pandemia zabrała dzieciom szkołę. Początkowo było to dla nich powodem do radości, ale szybko to uczucie ustąpiło miejsca tęsknocie. Po czasie wszyscy, dzieci i rodzice, zaczęliśmy patrzeć na szkołę inaczej niż na przykry obowiązek. Zaczęło jej bardzo brakować. Nie przeczę były plusy nowej sytuacji. Kiedy wszyscy byliśmy razem w domu 24 godziny na dobę, czas który do tej pory poświęcaliśmy na dojazdy można było przeznaczyć na wspólną zabawę, pogłębienie relacji. Tyle, że rodzice byli  nie zawsze dostępni i nie zawsze w dobrej formie… dla wielu rodzin te kilka tygodni było trudną  walką o przetrwanie. Myślę, że nawet w domach, w których mimo lock downu sytuacja była stabilna finansowo i emocjonalnie, po dłuższym czasie wszyscy mieli już serdecznie dość odosobnienia.
To co przeżywali rodzice w domach pracując zdalnie i jednocześnie opiekując się dziećmi można było obejrzeć na filmikach krążących po sieci. Mój ulubiony to ten z wywiadem eksperta dla BBC. Podczas wejścia live, który transmitowany był prosto z domu, do pokoju wdarły się dzieciaki, a za nimi spanikowana mama, która chwyciła latorośle i je stamtąd pośpiesznie wyciągnęła.  https://www.rmf24.pl/ciekawostki/news-dzieci-przerwaly-wywiad-dla-bbc-musicie-to-zobaczyc,nId,2367266
 
Tego typu filmy i memy, choć zabawne, dawały jedynie nikłe pojęcie o codziennych zmaganiach  rodziców. Jedna z koleżanek pisała do mnie  w marcu: „Nie jest łatwo ogarnąć wszystko w domu jednocześnie, pracujemy oboje zdalnie i jeszcze dzieci, do tego dom, więc czasami już nie daję  rady, ale musimy to jakoś przetrwać. Dzisiaj wzięłam pół dnia wolnego, żeby skupić się wyłącznie na dzieciach i rodzince:)”
W pierwszym tygodniu, podczas którego szkoły i przedszkola zostały zamknięte zaczęło się testowanie różnych form zdalnego kontaktu. System Librus, wykorzystywany do tej pory sporadycznie, stał się głównym narzędziem komunikacji rodzic – szkoła. Potem testowano platformy oferujące spotkania grupowe on – line. Pamiętam, że przez pierwszy tydzień nawet nie włączyliśmy Librusa. Potrzebowaliśmy odnaleźć się w nowym położeniu, przetrawić to co się dzieje, zebrać myśli. Postanowiliśmy, że dla higieny psychicznej całej rodziny wrzucamy na luz. Na szczęście okazało się, że u nas w szkole w tym pierwszym tygodniu niewiele się działo. Gdy słyszałam od znajomych, że u nich nauka idzie już pełną parą i dzieciaki są przytłoczone zadaniami, byłam zdziwiona. Jakby nic się nie stało, a przecież stanęliśmy nagle wobec globalnego lęku o przyszłość. Nawał pracy jaka spadła na dzieci w pierwszych dniach pandemii to nie liczenie się z dziećmi, ich psychiką i potrzebami. Wszystkim należała się chwila oddechu. Później gdy nabraliśmy sił szybko nadrolbliliśmy zaległości. Podczas pierwszej lekcji on – line wychowawczyni nie zaczęła od listy zadań i prac domowych, ale od pytań: „jak się czujecie? „, „co u was słychać? „. Dzieci dostały wiele wsparcia w słowach: „rozumiem was, mi też jest trudno, ale pamiętajcie zawsze jestem tu dla was gdybyście potrzebowali”, „będziemy w tym razem”, „zawsze możemy porozmawiać”. Dopiero następnego dnia odbyły się „normalne” zajęcia. Wychowawczyni, mimo początkowych problemów technicznych, udało się poprowadzić lekcje. Dzieci łączyły się codziennie o wyznaczonej porze on- line i wraz z panią przerabiały materiał. My rodzice, nie musieliśmy siedzieć i tłumaczyć zasad gramatyki i ortografii, uczyć rozwiązywania coraz bardziej skomplikowanych zadań matematycznych – to wszystko robiła nauczycielka. Uczyła i potrafiła zmobilizować do systematycznej pracy.  Moje najstarsze dziecko na sytuację zamknięcia i zagrożenia wirusem zareagowało bardzo dużym lękiem do tego stopnia, że bało się w ogóle wychodzić na zewnątrz. Systematyczna praca w wirtualnej szkole podtrzymywała na duchu. Z relacji znajomych wiem, że dla dzieci bardzo ważny był codzienny regularny kontakt przynajmniej on- line z rówieśnikami. Stałość, regularność, to że pani dała radę i naprawdę była z nimi, dało dzieciom w czasie największego chaosu i lęku poczucie bezpieczeństwa. Wesprzeć dziecko w czasie kiedy wszystko się wali i nic nie wiadomo, dać mu poczucie bezpieczeństwa – to  bardzo dużo. Wesprzeć dziecko i przez to dać wsparcie całej rodzinie, zabrać rodzicom z barków nauczanie domowe, przy wszystkich wyzwaniach codzienności z jakimi się mierzą  – to bardzo  dużo! Tak nasza pani wsparła nie tylko dzieci ale i nas – rodziców.
Szczęśliwie dotrwaliśmy do końca roku szkolnego. Potem przyszły wakacje, które dały chwilę oddechu. Mimo to jak nigdy wypatrywałam z utęsknieniem września. Chyba nie byłam w tym odosobniona.
Euforia września udzieliła się wszystkim. Gdy patrzyłam na pełne entuzjazmu kolorowe korowody rodziców i dzieci jadących rano do szkoły – rowerami, hulajnogamj, deskorolkami – serce rosło. W mury szkolne znów wrócił gwar i śmiech. Radości ze spotkań z kolegami i koleżankami z klasy nie było końca. Znajoma nazwała tą euforię – „efektem lock downu” . Opisała, że jej nieśmiałe dzieci, które ociągały się co rano przed pójściem do szkoły, teraz wstawały chętnie, a po chwili były zwarte i gotowe do wyjścia, a od progu szkoły żegnały się zwykłym „no to cześć”.

Mojemu dziecku zdarzyło się nawet raz rozpłakać, gdy zdecydowałam, że nie pójdzie do szkoły bo ma katar. Płakało za szkołą!

Początek września i powrót do szkół nie był taki jak zwykle też z innego powodu. Rodzice, dzieci i pracownicy szkoły musieliśmy nauczyć się funkcjonowania w reżimie sanitarnym, przestrzegania zasad, organizacji ruchu. I tu ogromny podziw dla dyrekcji i pracowników szkoły. Jak bardzo trudny i emocjonalnie napięty był to czas wiedzą chyba tylko oni sami. Ja byłam świadkiem tylko kilku sytuacji: chłopca, który zrobił awanturę nauczycielkom, bo noszenie maseczki na korytarzu i w szatni narusza jego wolność osobistą. Rodziców dyskutujących dlaczego parking dla rowerów jest zamknięty w przedszkolu, a potem gdy już został otwarty awantura jednego z ojców, że przecież przez ten parking dzieci się pozarażają (te same dzieci, które widza się cały dzień w przedszkolu). Pani szatniarka, która do tej pory miała dość spokojne zajęcie nagle stała się kluczowym pracownikiem szkoły koordynującym ruch setek zdezorientowanych rodziców i uczniów. Szczerze podziwiałam jej cierpliwość i sumienność przy pilnowaniu, żebyśmy faktycznie wszyscy zdezynfekowali ręce i żeby żadne dziecko nie wyszło ze szkoły samo, bez zgody rodzica na piśmie. Wszystko to robiła ze stanowczością ale i pięknym uśmiechem. Ona także dała nam poczucie bezpieczeństwa.

Teraz jesteśmy w chwili gdy pandemia rozkręca się niepokojąco szybko. Dobowy przyrost chorych jest niebezpiecznie wysoki. Znów nie wiadomo co będzie ze szkolą? Z paru rozmów wiem, że nauczyciele są na skraju wytrzymałości, od miesięcy żyją w sporym stresie. Spoczywa na nich duża odpowiedzialność i czują się zdani sami na siebie.

Pracownicy służb medycznych dostali oklaski i bardzo słusznie. Jestem mamą i przepełnia mnie wdzięczność dla nauczycieli, pracowników szkół którzy wspierają dzieci jak mogą najlepiej, często zmagając się z lękiem o własne zdrowie, z trudnymi emocjami i dezorientacją rodziców i uczniów. Wykonują sumiennie powierzone im zadania, co w czasie niepewności jutra ma bardzo duża wartość. Dzisiaj biję brawo pracownikom oświaty i z okazji ich święta życzę im zdrowia, satysfakcji z pracy i aby doświadczyli w życiu wiele dobra.

Dzień dziewczynek 11.10.2020

Moja córka co wieczór prosi bym opowiedziała jej przed snem: ”Czerwonego  Kapturka”. Bardzo nie lubię momentu, w którym mama wysyła córkę do babci przez las i mówi: „tylko nie rozmawiaj po drodze z nieznajomym”. Myślę sobie: dziewczynka zaraz pójdzie do lasu, spotka wilka i „porozmawia”, po czym zostanie zjedzona i to będzie jej wina, bo przecież mama jej mówiła. Tyle, że pewnie wcześniej słyszała też inne rzeczy, jak na  przykład to, że trzeba być grzeczną, miłą, ładnie odpowiadać gdy ktoś pyta, że to nie ważne czy chcesz dać buziaka na powitanie cioci czy babci, masz dać bo inaczej dorosły się obrazi. Może dostała czasem klapsa, albo regularne lanie. Może słyszała, że dzieci i ryby głosu nie mają i mnóstwo innych rzeczy, które stawiają ją na przegranej pozycji już na starcie. Już w momencie w którym chwyta za koszyk i przekracza próg domu. To dziecko jest tak niepewne siebie, że zupełnie nie ufa swoim odczuciom. Nawet gdy widzi wilka w łóżku babci, zamiast brać nogi za pas, idzie prosto w jego paszczę. Ta bajka wcale nie kończy się happy endem. W oryginalnej wersji spisanej przez Braci Grimm wilk pożera dziewczynkę i tyle. Zakończenie z leśniczym, który rozpruwa brzuch wilka i ratuje niewiasty zostało wymyślone później. Ta  bajka uwiera, daje do myślenia. Mobilizuje by wychowywać córkę tak, by wiedziała, że nie musi być miła, może ufać swoim odczuciom, ma prawo podnosić alarm gdy coś ją niepokoi. Chcę żeby znała swoje granice i umiała ich bronić. To dla mnie ważne. Chciałabym ją nauczyć, że jej emocje mają znaczenie i komunikują coś ważnego. Wszystkie bez wyjątku, nawet gniew, który mam wrażenie jest otoczony jakąś aurą tabu. Jakby był emocją nie na miejscu, która szczególnie  nie przystoi  dziewczynkom. A właśnie, że przystoi!

Dzisiaj dzień dziewczynek. Jestem matką wspaniałych córek i świętujemy!

 

 

Say something…

Wpis muzyczny :). A czemu nie ;)?

 

Na początku nie lubiłam Justina. Nie kręcił mnie amerykański POP lat 90-tych, ani jego gwiazdy. Britnej, Take That, N Sync, Backstreet Boys itp. O Timberlejku myślałam: kolejny słodki, lukrowany chłopiec. Ale…kilka razy mi zaimponował. I zmieniłam zdanie.

Zaczęło się od piosenki napisanej do ścieżki dźwiękowej do filmu „Trolls” pt. „Can’t stop the filling” – zachwycił mnie i sam kawałek i  teledysk. Klip ma ciekawe przesłanie. Tańczą w nim ludzie w różnych codziennych sytuacjach. Kobieta w pralni,  ekspedient w sklepie, biznesmen, fryzjer.  Szara codzienność tych ludzi zmienia się pod wpływem muzyki, która ujawnia drzemiącą w nich radość i energię. Życzę sobie takiej energii na co dzień. „Supcio chrupcio” jak mówią moje dzieciaki.

Kolejnym odkryciem była dla mnie piosenka „Say something”. Po pierwsze piękna, po drugie z ciekawym przesłaniem – gdy jesteś gwiazdą, sławą, wszyscy o tobie wszystko wiedzą i można być tym zmęczonym. Mieć dość ciągłej atencji i bezustannego nagabywania: „no powiedz coś,  powiedz coś”. Z jednej strony trudno się temu oprzeć, to uwielbienie milionów wciąga jak rytm piosenki. Gdy każde twoje słowo jest jak złoto, nie ważne co powiesz, zaraz się ukaże w milionach egzemplarzy, w gazetach w Internetach itp. można się w tym zatracić. Justin konkluduje „może czasem najwięcej można powiedzieć nie mówiąc nic”? I jeszcze jedno zdanie z tej piosenki zwróciło moją uwagę: „maybe I’m looking for something I’can’t have” – „Może szukam czegoś, czego nie mogę mieć”. Wokalistów, aktorów, wszelkiej maści celebrytów, ludzi z współczesnego Parnasu traktujemy jak pół- bogów. Mam wrażenie, że świat nieustannie ich konsumuje. W zamian za ubóstwienie zjada ich żywcem. Ocalić w celebrycie człowieka  może..cisza, przyznanie  – nie mam nic do powiedzenia… , ja też mam swoje „I can’t have” – braki, tęsknoty, niespełnienia.  Jestem pod wrażeniem dojrzałości tego utworu i jego przekazu.

 

Trzeci moment, w którym artysta mi zaimponował to wtedy gdy po doniesieniach jednej z  gazet, że przyłapano go w klubie z koleżanką w dwuznacznej sytuacji, publicznie przeprosił swoja żonę. Powiedział też, że wstyd mu także ze względu na syna. Wie, że on uczy się traktowania kobiet od ojca i nie chce być dla niego złym przykłądem. To jakiś ewenement. Nie słyszałam żeby ktoś z celebrytów zrobił coś podobnego. Podziwiam! Małżeństwo Justina przetrwało próbę. Spodziewają się drugiego dziecka. Gorąco im kibicuję.

 

Jest jeszcze jedna, rzecz za którą wokalistę darzę  sympatią. Jest bardzo podobny do mojego brata. Wygląda jak jego wersja blond (tak, tak, mam super przystojnego brata i do tego żonatego z superpiękną bratową 🙂 Nie tylko ja tak uważam. Moje pociechy widząc raz teledysk Justina powiedziały – Ojacie jak wujek ładnie śpiewa! 😉

 

Oceniłam Justina i wrzuciłam w szufladkę, której myślałam, że nigdy nie otworzę. A tu proszę. Zaczęłam ostatnio wracać do kawałków z jego młodości. Znalazłam taką perełkę:

https://www.youtube.com/watch?v=QUuKvHHt8Sk&list=RDDksSPZTZES0&index=26

 

Tekst prosty, „Jesteś szalona” wersja POP, ale co tam. Teledysk to mistrzostwo animacji. Muza super, a to co Justin robi w trzeciej minucie (dokładnie 3:40) zamienia POP w Stoner  Rocka (którego  uwielbiam) – poezja! Cieszę się, że odkryłam Timberlejka na nowo.

 

Dnia pełnego dobrych wibracji.

Pozdrawiam!

 

 

Madonna jakiej nie znacie

Dzisiaj na blogu gościnnie Ania Skrzypczak. Gdy ostatnio rozmawiałyśmy zaimponowała mi swoją wiedzą na temat Madonny. Zachęciłam ją by napisała artykuł. Zapraszam do lektury.

„Będzie to rewolucja polegająca na myśleniu o sobie, posiadaniu własnej opinii, nieprzejmowaniu się opinią innych. Będzie  to rewolucja polegająca na zadawaniu  pytań, na niezamartwianiu się zdobywaniem poparcia u innych, na tym, że nie pragniesz być kimś innym, ale jesteś zadowolony
w pełni z tego, kim jesteś. Kimś wyjątkowym, niepowtarzalnym, nieustraszonym.
(…) Chcę rozpocząć rewolucję miłości ”

#SecretProjectRevolution – Madonna jakiej nie znacie

Madonna, a właściwe Louise Ciccone urodzona 15 sierpnia 1958 r. w USA, uznawana jest za ikonę muzyki pop. To oczywiste . Powszechnie znana jest z kontrowersyjności i przełamywania barier. To oczywiste. Nazywają ją królową muzyki POP. To oczywiste. Mówią, że jej muzyka, taniec, koncerty są satanistyczne i głosi nadejście Antychrysta. To oczywiste. Skandalistka, narzędzie w rękach diabła, nieprzyzwoita demoralizatorka. To oczywiste. Wyzywająca, eksponująca seksem, prowokatorka. Oczywiste.

Równie oczywiste jest też to, że kiedy czytasz o Madonnie niemal automatycznie przypisujesz jej w większości negatywne cechy, a gdy słyszysz jej muzykę nasuwają ci się klasyczne „Like a Prayer” czy „La Isla Bonita”. Do tego przeżywasz mieszane uczucia, niekiedy dość silnie, lub pozostajesz emocjonalnie obojętny.

Wyczuwasz doskonale, że ludzkie emocje stanowią ogromną siłę. Są wielkim i nośnym pokładem energii, wspomagają nasze działania, ale również potrafią generować nasze lęki i osłabiać kondycję zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Najgorzej zaś jest wtedy, kiedy nie potrafisz poradzić sobie ze swoimi emocjami, gdy nie wiesz jak i gdzie je ulokować, gdy tą najprostszą formą ich przeżywania staje się agresja, złość, obwinianie innych, frustracja. Tracisz poczucie bezpieczeństwa i szukasz najbardziej wygodnej dla siebie strefy komfortu, która czy prawdziwa czy nie, ma spełnić swoje zadanie. Przywrócić ci pewność siebie i poczucie bycia lepszym od innych. Ma nieustannie zaspokajać twoje ego.

Chcę zaprosić cię w pewną podróż i zarazem zadać ci kilka pytań. Będzie to podróż odwołująca się do twojej świadomości, która być może skłoni cię do zadawania pytań, do dociekliwości, do odwagi, do odpowiedzialności. Do tej podróży zapraszam cię z Madonną, ale nie z tą Madonną, którą znasz z mediów, z sensacyjnych publikacji czy z opinii publicznej, tylko z Madonną jakiej nie znasz, a jaką możliwe, że jest w rzeczywistości.

Czy kiedykolwiek pomyślałeś o Madonnie inaczej niż wszyscy? Nieoczywiste.

Przez ponad 30 lat obecności na scenie Madonna wypracowała i stała się twórcą swojej marki, można powiedzieć nawet, że stała się muzą sama dla siebie. Przez ponad 30 lat ta sama wizja, ten sam rodzaj widowiska, ta sama forma zmienna o tyle, że z roku na rok dojrzalsza w swoim wyrazie ze względu na doświadczenia i fakt samorozwoju. Madonnę charakteryzuje tytaniczność pracy oraz obserwacja połączona z patrzeniem wybiegającym w przyszłość.

Jeżeli artysta jest artystą i czuje się artystą, a nie tylko wykonawcą czegoś, co jest przypisane danej dziedzinie, jednocześnie staje się twórcą i odtwórcą tego kim jest, co przeżywa,  wyraża siebie i  stara się zwerbalizować, zwizualizować swoje obserwacje.

Pedagogika uczy, wiedzą o tym nauczyciele, że każde dziecko jest artystą. Każde dziecko jest utalentowane, a zadaniem nauczyciela jest dostrzegać jego talenty i we właściwy sposób je szlifować czyli ukierunkowywać. Dobry nauczyciel to nauczyciel, który choć jest obecny to pozwala uczniowi rozwijać się  i umacnia go w jego zdolnościach, który  pozwala dziecku odkrywać, a nie odtwarzać, który zaszczepia w dziecku ciekawość. Zły nauczyciel będzie uczył kopiowania umiejętności przynależnym każdemu uczniowi i rozumienia świata poprzez jedną jego interpretację, własną interpretację nauczyciela.

Madonna uznaje sztukę jako rodzaj nauki, w której będąc jej autorem, uczy, choć nie daje gotowych rozwiązań. Wyraża siebie, przedstawia swoje obserwacje, ale jednocześnie pozostawia sporą przestrzeń do ich interpretacji, ma zaś jeden cel. Chce przyczyniać się do tego, aby ci, którzy ją oglądają i słuchają stawali się lepszymi ludźmi. Jednym z głównych, nazwijmy to haseł scenicznych ( życiowych również) Madonny są jej słowa:

„Nie ważne kim jesteś, nie ważne co zrobiłeś, nie ważne skąd jesteś, zawsze możesz stawać się lepszą wersją siebie”.

Madonna i nawoływanie do „bycia kimś lepszym”? Ona w ogóle może uczyć czegokolwiek?

Myślisz, że to żart albo przynajmniej w pierwszym odruchu zastanawiasz się „co to za groteska?”. I dobrze. Jeśli się zastanawiasz to znaczy, że zaczynasz być ciekawy i że być może za chwilę zapragniesz zadać kolejne pytanie…

Żyjemy w trudnych i przerażających niekiedy czasach.

Każdy z nas z pewnością, w ten czy w inny sposób, miał do czynienia z różnego rodzaju przemocą, prześladowaniami, widzimy i dotykamy upadku natury ludzkiej kiedy doświadczamy lub obserwujemy otaczającą nas wrogość, dyskryminację, alienację, stygmatyzację, niesprawiedliwość, nietolerancję, biedę, choroby, wojny militarne i religijne czy na idee, wyniszczanie świata przyrody, bestialstwo, polityczne dyskursy i układy, kryzysy gospodarcze, wyzysk, marazm i obojętność na ludzkie potrzeby, katastrofy żywiołowe. Wszystko to sprawia, że z jednej strony bardzo tęsknimy i szukamy bezpiecznej przystani, z drugiej strony przestajemy widzieć więcej niż czubek własnego nosa. Stajemy się, a może bardziej przywykliśmy wręcz, do stawania się coraz mniej ludzkimi istotami, doświadczamy namacalnie procesu „odczłowieczania” ludzkości, gubimy humanitarność, gubimy miłość, gubimy szacunek do świata i szacunek do drugiego człowieka, gubimy siebie. Żyjemy coraz bardziej nie żyjąc, wegetujemy, choć przekonani jesteśmy o naszej świetności i słuszności naszych przekonań. Postępując podle i bezczelnie depczemy  codziennie wszystko i każdego, kto jest inny niż my, wytykamy palcami, wyśmiewamy, plotkujemy, gardzimy. Sami sobie piekło tworzymy i gotujemy je innym. I jakże trudno nam zauważyć, że nikt inny, ale to my czynimy zło. Nie chodzi mi tutaj o myślenie w kontekście grzesznej natury człowieka, ale w kontekście świadomych działań, jak i tych, nad którymi nie panujemy bo wcale ich nie widzimy. Bo nie potrafimy być autorefleksyjni, bo najłatwiej i najwygodniej jest nam widzieć zło i wroga w kimś innym, a nie w nas samych. A kiedy ktoś inny, o innych poglądach wszelkiego rodzaju, mówi nam o tym, jak widzi i czuje to, co się dzieje wokół niego, niemal po chwili zamieniamy się w potężną twierdzę otoczoną grubymi murami z armatami gotowymi do wystrzału, kiedy tylko na to terytorium ów intruz postawi swój krok.

Jeden z koncertów Madonny odbył się na Stadionie w Polsce w Warszawie. Wówczas bardzo szerokie grono bojkotowało go, próbowano sprawić, aby ten koncert nie tylko się nie odbył, ale wręcz ci, którzy szli na niego byli atakowani przez przeciwników Madonny.

Jedna z tras koncertowych Madonny nosiła tytuł „The Confessions Tour” czyli po naszemu „trasa spowiedzi”. Tę trasę charakteryzowała spowiedź, rozumiana jako przyznanie się do tego, jak bardzo my jako ludzie  zagubiliśmy się, jak bardzo staliśmy się niewrażliwi, jak bardzo brakuje nam empatii, współczucia i odwagi, by czynić dobro. Łatwiej jednak było nam widzieć Madonnę jako gorszącą satanistkę, która uzurpuje sobie prawo, by być  jak Jezus wiszący na krzyżu, zamiast zrozumieć dlaczego na nim postanowiła „zawisnąć” i zaśpiewać. Był to m.in. starszy utwór „Live to Tell” wydany w 1986 r. Faktycznie Madonna, podczas tej konkretnej trasy wykonuje go, będąc przymocowana do krzyża. Na głowie ma koronę cierniową. Zapewne już czujesz jak złość i gęsia skóra przeszywa twoje ciało. Myślisz, jak to? Nie zgadzam się, żeby taka Madonna śpiewała w koronie cierniowej. Słuszne twoje oburzenie ponieważ nikt z nas nie jest i nie będzie tym, kim był  i jest Jezus (niezależnie od tego czy w to wierzysz czy nie). Dlatego pod koniec utworu Madonna ściąga tę koronę, z szacunkiem i ukłonem kładzie się na scenie w pozycji krzyżowej. Podczas całego zaś utworu w tle pojawiają się cytowane fragmenty z Biblii oraz obrazy afrykańskich dzieci, dokładnie z Malawi, które cierpią z powodu Aids i skrajnej biedy. Na koniec utworu wyłania się w tle znów cytat z Biblii:

„cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich, Mnieście uczynili”. (Mt 25,40)

W 2006 roku po raz pierwszy Madonna wyjechała do Malawi. Tam zobaczyła rozpaczliwe ubóstwo, śmierć, brak perspektyw, dzieci żyjące na ulicy. Kilka lat później, w 2017 r. otworzyła tamże szpital pediatryczny, któremu zapewniła środki i sprzęt, sprowadziła też specjalistów, organizowała szkolenia. To miejsce ma nie tylko leczyć, ale również przeciwdziałać szerzeniu się choroby, ma zapobiegać Aids, w miejscu gdzie większość z dzieci nie dożywa 2 roku życia z powodu braku dostępu do ochrony. Edukacja i rozwój świadomości społecznej wg. Madonny stanowią najbardziej skuteczne narzędzia, dzięki którym człowiek czyni i zmienia świat na lepszy.

„Jeżeli dzieci są przyszłością to muszą być naszym priorytetem (…) jestem tu by ci powiedzieć, żebyś nigdy nie rezygnował z walki o to, w co wierzysz, bo ostatecznie miłość przezwycięża wszystko”
– mówiła podczas oficjalnego otwarcia placówki, którą jest szpital pediatryczny imienia Mercy James, imienia jej adoptowanej córki.

W tym czasie kiedy wraz z innymi walczyła, aby ten szpital powstał  i mógł funkcjonować długofalowo, adoptowała czworo dzieci z Malawi. Nie wszystkie na raz rzecz jasna, ale kolejno z biegiem czasu. Dziś Madonna jest matką dwojga swoich biologicznych dzieci oraz czworga adoptowanych z sierocińca w Malawi. Obecnie mierzy się z zamiarem kolejnej adopcji.

Macierzyństwo dla Madonny jest jednym z najgłębszych i największych jej pragnień. Dla niej bycie matką nie polega jedynie na wychowywaniu i zapewnianiu opieki oraz środków do życia.
Ona chce być kim więcej i zarazem kimś, za kim sama tęskniła przez całe niemal swoje życie. W wieku zaledwie pięciu lat straciła matkę. Od tamtej pory głód matki i głód miłości jest bardzo silny w Madonnie. Nie tylko chce być kochaną, ale chce obdarzać miłością, której nigdy nie miała, a którą chce uczyć się dawać. Dziś Madonna mówi wprost (w licznych wywiadach): „im więcej masz dzieci, tym lepszym jesteś rodzicem”, sama zaś pochodzi z wielodzietnej rodziny.

Przy tej okazji powiem ci ciekawą rzecz dotyczącą nurtującego wiele osób pytania, dlaczego Madonna to Madonna? Odpowiedź jest bardzo prosta, ponieważ mama Madonny miała na imię Madonna, dlatego właśnie Louise Ciccone przybrała artystyczne imię po swojej matce, przynajmniej w ten sposób mogła „czuć” obecność i miłość matki w jej życiu. Wielokrotnie Madonna „pokazywała siebie” leżąc u grobu swojej matki. Dosłownie leżąc, bo kiedy kładła się u jej grobu, potrafiła zasnąć. To był rodzaj przytulenia się do matki i bycia z nią, choć dla Madonny, jako córki,  bardzo niełatwy. Zapewne myślałeś, że Madonna jest Madonną bo stawia się w miejscu matki Jezusa lub, że wyśmiewa Boską Matkę. Nic z tych rzeczy. W wielu swoich piosenkach Madonna odwołuje się do Maryi nazywając Ją Matką Marią, w pełnym rozumieniu matczyności i poświęcenia Matki Boga, a nie w szydzeniu z Niej, ani też nie próbując zająć Jej miejsca w swoim artystycznym wyrazie. Dlatego też rozczula mnie widok Madonny w kapciach,  przytulającej i kołyszącej swoje dzieci, gdzieś w korytarzu, kiedy jedno z dzieci gra na gitarze, wspólnie śpiewają „Hallelujah”, a drugie leży wtulone w  jej ramiona. To taka prosta i zwyczajna czułość.

O czułości z kolei, wspominała nie tak dawno temu dość trafnie nasza noblistka, Olga Tokarczuk, kiedy odbierała swoją nagrodę.

Potrzebujemy czułości i potrzebujemy być czuli, nie wstydząc się tego. Czułość to nasze człowieczeństwo. Nie chodzi mi jednak o czułość w rozumieniu jedynie jako dotyku, ale o czułość obejmującą każdą dziedzinę naszego życia, od relacji, poprzez komunikację, po działania. Czułość wiąże się z wyrozumiałością, cierpliwością, szacunkiem, empatią, wdzięcznością i życzliwością i pełnym zaangażowaniem. Można powiedzieć, że czułość to najwyższy stopień miłości. Czułość daje nam poczucie bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju, wycisza emocje i wzmacnia nasz umysł. Zaprzeczeniem czułości jest stosowanie przemocy na każdej płaszczyźnie (fizycznej, psychicznej, duchowej, seksualnej) i wyrządzanie krzywdy.  Za tym, co nie jest czułością w nas i co nie jest miłością kryje się tylko jeden czynnik, któremu na imię „lęk”.

W Biblii jest napisane „ten kto się lęka nie wydoskonalił się w miłości (…) doskonała miłość przewyższa lęk”(1 J 4, 18).

Kiedy otacza nas lęk czujemy niepokój i strach, a te z kolei prowadzą w krótkiej linii do agresji i wrogości. Ostatecznie lęk staje się nie tylko wewnętrznym odczuciem, ale stanem, w którym poruszamy się i przybiera konkretną postać. Tej postaci na imię zło. Jesteśmy źli wobec tych, którzy wydają nam się być inni, jesteśmy źli kiedy znajdujemy sobie wroga i wszystkie nasze wysiłki ukierunkowane są na to, aby go zdetronizować, zdominować i przegonić. Posiadając wroga możemy zaaplikować mu wszelką naszą toksyczność, sami stając się tak toksyczni, że tracimy z oczu cel naszego życia. Dla każdego z nas ten cel jest inny. Myślałeś może kiedyś jaki masz cel w życiu? Nie mam znów na myśli czegoś, o czym być może pomyślałeś w pierwszej kolejności, jak np. kariera zawodowa, czegoś czysto materialnego. Mam na myśli coś znacznie więcej…

Czy wiesz, po co jesteś tu na Ziemi, tu i teraz?

Jeżeli masz wątpliwości co do istnienia tego celu, pragnę cię uspokoić. Każdy ma swój cel, pytanie czy ty sam chcesz i potrafisz go nazwać. Niestety jest taka część ludzi, którzy żyją bez celu. Rzecz jasna wydaje im się, że realizują swoje cele, zazwyczaj jednak dotyczą one planów krótkoterminowych i wiążą się z zadaniami, które należy wykonać. To ogromna szkoda, kiedy człowiek nie ma celu, kiedy nie stara się znaleźć sensu. Szkoda, bo taka  osoba nie może wykorzystywać swoich talentów, przestaje się rozwijać jako człowiek i niekiedy ulega ogólnemu zniechęceniu, marazmowi, a nawet depresji. Niekiedy też fakt bezcelowości ma ogromny wpływ na to, w jaki sposób traktuje innych, często krzywdząc i raniąc.

Wspominałam już o istnieniu przemocy w świecie. Tu należy zmienić retorykę.

Rzecz w tym, że to nie świat stosuje przemoc, ale człowiek i jego działania, a to ma wpływ na świat. Zdarza się tak, że często najpiękniejsze wartości i idee potrafimy wyrażać takimi słowami i w taki sposób, że stają się one antywartościami i antyideami, a kiedy świat stara się nam zwrócić na to uwagę, wzbiera w nas złość i rozpoczynamy swoją wojnę ze światem i z innymi ludźmi. Drażni nas inność i rozwściecza do granic czerwoności każda forma sprzeciwu skierowana do nas, bo przecież jesteśmy pewni i przekonani o słuszności swojej racji, swojej opinii. Staramy się dyskryminować wszystko, co jest inne. Nie przyjmujemy do wiadomości innych rozwiązań niż tylko te, które są nam znane, lub które w naszym rozumieniu są właściwe i powinny obowiązywać każdego.

I broń Boże, żeby ktokolwiek pokazywał nam to wszystko publicznie i widowiskowo i jeszcze czerpał z tego jakąkolwiek korzyść. Buzuje w nas lęk, buzują emocje. Boimy się, że ktoś wydrze nam z rąk cały nasz system funkcjonowania i nasz świat oczywistości.

W 2013 r. Madonna zdecydowała się rozpocząć pewien projekt. Słowo „rozpocząć” nie jest tu do końca trafne, gdyż ten projekt w istocie realizuje od ponad 30 lat. Jest to projekt, który kieruje do każdej ludzkiej istoty. Dotyczy on ludzi czarnych i białych, żółtych, chrześcijan, muzułmanów, Żydów, osób heteroseksualnych, homoseksualistów, grubych, chudych, ułomnych, bogatych, biednych, artystów, autystów. Dotyczy ciebie.

Wszyscy jesteśmy sobie równi, mamy te same prawa, te same potrzeby. Jesteśmy zależni od siebie i razem stanowimy całość tego świata, jak i przyszłego. Nie ma takiego człowieka, który nie chciałby być szczęśliwy, kochany, wolny i bezpieczny. Wszyscy zasługujemy na miłość, wszyscy po coś tu jesteśmy, wszystkich nas obliguje to samo prawo, prawo miłości bliźniego.

Nie będziemy mogli w pełni cieszyć się życiem, ani być zadowolonymi z siebie, jeżeli nie będziemy tego jednego prawa przestrzegać. Dopóki nie  będziemy nieustannie pracować nad sobą, nie będziemy opanowywać emocji, nie będziemy stawiali czoła naszym lękom, nie będziemy szczęśliwi. Nie zrealizujemy siebie, nie będziemy żyli pełnią życia. Dopóki podziały ważniejsze będą od człowieka, dopóki przez przemoc wyrażać będziemy nasze starania, dopóki nienawiść będzie wyższa, niż umiejętność obdarowywania miłością, dopóty nigdy nie będziemy naprawdę wolni. Ten kto jest wolny, pozwala na wolność innym. Zniewolony zaś będzie chciał zniewalać innych, ograniczać ich kreatywność i tłumić talenty. Zniewolony będzie nakazywał milczeć. Wolny jest ten, kto potrafi odważnie oddychać pełną piersią. Do oddychania potrzebujemy otwierać usta.

Weź głęboki oddech, usiądź wygodnie i odetchnij.

Zapraszam cię razem z Madonną do obejrzenia 17 minutowego filmu, projektu, który jednocześnie jest artystycznym wyrazem Madonny. Zapraszam cię do odwagi w pokonywaniu siebie i swoich ograniczeń. Zapraszam cię też do czynnego udziału w braniu odpowiedzialności za siebie i innych, do zaangażowania w stawanie się lepszym człowiekiem. Człowiekiem świadomym i zadowolonym z tego, kim jest. Człowiekiem wolnym od lęku przed innością. Człowiekiem bardziej zadającym pytania, rozumiejącym i współczującym, niż osądzającym. Człowiekiem budującym mosty i troszczącym się o wspólne dobro.  Poniżej podaję więc link do filmu-projektu z polskim tłumaczeniem.

Na koniec jeszcze pragnę podziękować ci za odwagę czytania tego tekstu i wytrwałość.
Mam też głęboką nadzieję, że twoja podróż do twojej świadomości nie zakończy się z chwilą obejrzenia #SecretProjectRevolution Madonny.

Życzę Ci z całego serca, abyś kontynuował swoją podróż i stawał się coraz bardziej silnym sterem swojego okrętu. Tam dokąd dopłyniesz, tam znajdziesz swój cel.

Powodzenia!

Pozdrawiam serdecznie, Anna Skrzypczak ?

 

Link do # SecretProjectRevolution
https://www.youtube.com/watch?v=6NmvFJ7BxyE&fbclid=IwAR0YNpzGtUmixt_N0LCdxrt5BgDW43ZUWJgGapnpg2cW_QAU4g-mDP_zJ54

Pozostałe linki:
(w przy ustawieniach możesz kliknąć w opcję wyświetlania tekstu w jęz. angielskim)

Otwarcie Szpitala w Malawi
https://www.youtube.com/watch?v=PwMPIB5exew&fbclid=IwAR30puvTAfffivojQAJh26Ra1bt74bsN4ysdyrHZqS6FJR_jFSP9oZpJD-c

– Adopcja i wizyta w Malawi
https://www.youtube.com/watch?v=7lhVxYhLe6s&fbclid=IwAR1a5vquu0JM741QiSMRYdVt9BI1J6YBQ4FZ1pzM3DkmfXgslATLWEV4Pgk

„Live to tell” z trasy „Confessions Tour”
https://www.youtube.com/watch?v=2JvK3U2gpsQ

– z FB : czułość Madonny
https://www.facebook.com/watch/?v=2646084675672231

Zdjęcie pochodzi z Pixabay