Kilka refleksji z wakacyjnego szlaku

Przyjaźń

Wakacje się kończą. Powoli wszyscy wracamy do powszedniego rytmu zajęć. Co nam przyniósł ten czas? Jakie wrażenia? Perełką wśród moich wakacyjnych wspomnień jest doświadczenie przyjaźni. Czym jest dla mnie? Wytchnieniem, odpoczynkiem. Jest pociechą w trudnościach. Przed przyjacielem nie trzeba udawać, można być sobą. To dodaje skrzydeł! Drodzy przyjaciele, z którymi dzieliliśmy letnie przygody, dziękuję za Was! Dziękuje za „znoszenie się nawzajem w miłości”.

 

Hasanie i zabawa 😊

Jestem wdzięczna ludziom, którzy dają się porwać fantazji i tworzą w naszym polskim krajobrazie „przestrzenie radości”. Odwiedziliśmy trzy niezwykłe miejsca: „Farmę Iluzji”, „Magiczne Ogrody” i Bałtowski „Jura Park”. Polecamy! To doskonała alternatywa dla zatłoczonych nadmorskich plaż, czy zakopiańskich Krupówek. Urzekła nas pomysłowość autorów, wyobraźnia i pasja z jaką te miejsca zostały stworzone.

Zwiedzając „Farmę Iluzji”  możemy między innymi: zgubić się w labiryncie, zajrzeć do krainy smoków, poszaleć w wodnej strefie relaksu, zaobserwować ciekawe złudzenia optyczne, doznać zawrotu głowy w Latającym Domu.

 

 

Na niezwykłą aurę „Magicznych Ogrodów” składa się pomysłowa aranżacja przestrzeni, duża ilość budowli i urządzeń zaprojektowanych w baśniowej stylistyce. Całości dopełnia nastrojowa muzyka, która gdzieniegdzie pobrzmiewa z głośników (moimi faworytami są śpiewające drzewa, mogłabym ich słuchać cały dzień). Można tu spotkać „Wróżki smużki”, „Mordole”, „Krasnoludy” i oraz inne postacie przemykające gdzieniegdzie wśród krzewów, kwiatów i strumieni. Park zajmuje olbrzymi obszar, aż dziesięć hektarów! Przyznam, że jest dla mnie zagadką jak udaje się utrzymać ogród na tak rozległym terenie? Może to sprawa wytężonej pracy elfów i wróżek?

Co do Bałtowa, to poza wspomnianym „Jura Parkiem”, w którym można spotkać dinozaury naturalnych rozmiarów, jest tu jeszcze wiele atrakcji. Kolejka krzesełkowa, Zwierzyniec, Park Miniatur, Park Rozrywki, Rollercoaster – to tylko niektóre  z nich. Jeden dzień to zdecydowanie za mało by nacieszyć się wszystkim. Warto wybrać się tu na dłużej.

Nasze pociechy miały wielką frajdę, zwiedzając wspomniane miejsca. My także świetnie się bawiliśmy. Wreszcie mogliśmy powygłupiać się, poskakać na dmuchanym zamku, zgubić w labiryncie. Dziękuję za super zabawę!

 

Radość dla wszystkich

Jest takie nieduże nadmorskie miasteczko – Sarbinowo. Kilka lat temu została tam utworzona dwukilometrowa promenada wzdłuż brzegu morza, przy której znajdują się restauracje, kawiarnie, hotele. Będąc tam kilka miesięcy temu spotkaliśmy dzieci poruszające się na wózkach. Dzięki promenadzie mogły bez przeszkód przejechać się wzdłuż morza, podziwiać malowniczy krajobraz. Widzieliśmy ich radość, uśmiech. Zastanowiło mnie, j­­­­ak rzadko spotykamy dzieci z niepełnosprawnością w ośrodkach turystycznych czy parkach rozrywki? W lunaparkach część atrakcji jest dla nich dostępna ( polecam Jura Park w Bałtowie, część ekspozycji w Farmie Iluzji) nie we wszystkich. Na placu zabaw w moim mieście jest jedna bujaczka dla dziecka poruszającego się na wózku. To wyjątek. Na innych placach zabaw wcale nie ma takich urządzeń. A gdyby tak montować ich więcej? By z przestrzeni stworzonych dla radości mogły korzystać wszystkie dzieci?

 

Jestem ciekawa Waszych wrażeń z wakacji?

 

 

 

Zdjęcia: nagłówek -Pixabay, pozostałe są mojego autorstwa.

 

Kościół jest dobry. Świadectwo

Dobro nie jest krzykliwe, nie ciśnie się na pierwsze strony gazet. Jest ciche. Tak jak Bóg, który przychodzi w „lekkim powiewie”. By ukształtować sumienie potrzeba ogromu pracy. Tej pracy nieraz nie widać. Podzielę się jedną z wielu „dobrych rzeczy”, które w swoim życiu doświadczyłam we wspólnocie Kościoła.

 

Wychowałam się w rodzinie katolickiej. W czasach gdy ludzie z mojej parafii tłumnie chodzili na niedzielną mszę świętą. Jako dziecko niewiele rozumiałam z tego co działo się podczas Eucharystii.­­­­ Najbardziej lubiłam moment, w którym kapłan zbierał na tacę. Mogłam do koszyka wrzucić pieniążek. Byłam głaskana po czuprynie. Czułam się ważna. Z biegiem lat rozumiałam coraz więcej, pamiętam, że byłam dumna z siebie gdy w końcu udało mi się odszyfrować niezrozumiały słowotok mruczany przez dorosłych i zaczęłam recytować formułki wraz z nimi.

 

Był taki czas w moim życiu gdy tata wyjechał za granicę do pracy. Ja i moje rodzeństwo zostaliśmy z mamą. Trwało to kilka lat. Ciężko zniosłam okres gdy go nie było. Brakowało go nam. Potem tata wrócił. W moim sercu został uraz. Dusiłam w sobie żal i gniew do rodziców. Zamykałam się w sobie. Czułam się niezrozumiana, osamotniona, gorsza. Jednocześnie wzbierało we mnie przeświadczenie, że inni nie dorastają do mojej wrażliwości. Łykałam gniew. To była droga w pustkę. Chodziłam do podstawówki gdy usłyszałam na niedzielnej mszy świętej kazanie na temat przebaczenia. W parafii posługiwał wówczas ksiądz Wiesław, którego zapamiętałam z serdeczności i otwartości na ludzi, a także z poruszających homilii. Kapłan mówił o tym, że Bóg przebacza nam grzechy i że zmawiając Ojcze Nasz „odpuść nam nasze winy jak i my odpuszczamy naszym winowajcom” – powinniśmy pamiętać o przebaczeniu naszym bliźnim. Poczułam, że to kazanie odnosi się do mojej sytuacji. Zrozumiałam, że i ja jestem wezwana, żeby przebaczyć. Pamiętam ten szok i bunt. To mi się nie mieściło w głowie, (mój ścisły umysł od małego poddawał analizie wszystko co go otaczało). Mam im przebaczyć? Po tym co wycierpiałam – tak wtedy myślałam. Jednak słowa kapłana pracowały we mnie. Temat wracał, w czytanej co niedziela Ewangelii, w kazaniach, na rekolekcjach. Aż w końcu pewnego dnia postanowiłam spróbować. Zaczęło się od decyzji, żeby przebaczyć. Gdy tak postanowiłam zdobyłam się na odwagę, żeby porozmawiać z mamą. Opowiedziałam jej o tym co czuję. Potem rozmawiałam z tatą. Otworzyłam się przed nimi. Nie od razu się zrozumieliśmy. Proces uzdrowienia naszej relacji trwał na przestrzeni lat, ale dla mnie zaczął się właśnie wtedy. Przez lata wiele wypracowaliśmy. Nauczyliśmy się rozmawiać o tym co trudne. Rodzice są dla mnie wielkim wsparciem. Zawsze mogę na nich liczyć.

 

Odkryłam wtedy ważną rzecz – Bóg mówi prawdę. Przebaczenie wyciągnęło mnie z drogi ku zgorzknieniu i beznadziei. Przyniosło ulgę. Pomogło inaczej spojrzeć na rodziców i otworzyć się na nich. Po tym doświadczeniu postanowiłam Bogu zaufać i poznać go bliżej. Na rekolekcjach Oazowych, później w Duszpasterstwie Akademickim, i teraz we wspólnocie w której jestem z mężem, doświadczam Jego działania i opieki. Nie raz się gubię, ale On zawsze mnie znajduje. Prostuje moje życie. Tego doświadczenia nie byłoby bez Kościoła, bez Ewangelii, bez kapłanów. Dzięki nim nawiązałam relację z Bogiem i odkryłam, że jego słowo jest ciągle aktualne i może działać tu i teraz w mojej codzienności. Zawdzięczam Kościołowi bardzo wiele, dziś dziękuję za przebaczenie w rodzinie.