Niedziela Zmartwychwstania

Dziś niedziela Zmartwychwstania. Dla mnie to przede wszystkim dzień tryumfu miłości. Miłości Boga do każdego z nas. Co to dla mnie oznacza dzisiaj? Zapraszam Cię w podróż po moich przemyśleniach o fascynującej naturze Boga, a także o dwóch perspektywach wzajemnego postrzegania Boga i człowieka.

Epoka lodowcowa

Trzeci odcinek serialu Netflixa „Miłość, śmierć i roboty” zatytułowany jest „Epoka lodowcowa”.  (Uwaga będą spojlery.) Dwoje młodych ludzi wprowadza się do mieszkania, w którym znajdują starą lodówkę z niezwykłą zawartością. Okazuje się, że w zamrażarce egzystuje zapomniana cywilizacja. Zdaje się, że zadomowiła się tam na dobre. O poranku w maleńkim świecie pojawiają się pierwsi ludzie. Co parę godzin wchodzą w nową epokę rozwoju. U schyłku dnia cywilizacja rozpoczyna wojnę atomową, potem jeszcze chwilę trwa przeżywając niezwykły rozwój technologii by za chwilę zupełnie zniknąć. Kolejny poranek przynosi nowy początek. Cykl życia zaczyna się na nowo.

Film „Epoka lodowcowa” może pomóc zobaczyć świat, w którym dzisiaj żyjemy z dalekiej perspektywy. Czym jest Ziemia pośród ogromu wszechświata? Jedynie maleńkim punktem na mapie. W jakim momencie rozwoju jest nasza cywilizacja? Eksploatowanie zasobów  Ziemi i zanieczyszczanie jej doprowadziło do zmian klimatycznych. Napięte relacje między mocarstwami dysponującymi bronią nuklearną, eskalacja przemocy w różnych regionach świata sprawiają, że coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie:jak długo jeszcze przetrwamy? Czy dzień naszego świata dobiega końca?  Chcemy wierzyć, że mamy jescze czas. W epoce globalnego lęku pocieszeniem może być spojrzenie na rzeczywistosc przez pryzmat wiary.

Wszechmocny i nieskończony

Wobec Boga jesteśmy właśnie jak ta maleńka cywilizacja, która trwa zaledwie chwilę, jeden „dzień” wszechświata. Stwórca przy swojej nieskończonej potędze widzi nas także z bliska. I to z jak bliska! We fragmencie z Ewangelii Łukasza 12,7 czytamy: „U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone”.  To oczywiście przenośnia ukazująca ogromną czułość, wręcz tkliwą troskę Boga o człowieka. Na „liczeniu włosów” się nie kończy. Bóg nie jest widzem, który tylko przygląda się swojemu dziełu ale jest uczestnikiem historii świata. W Wielką Sobotę czytania z Liturgii Paschalnej zabrały nas w podróż w czasie od stworzenia swiata po przyjście Jezusa na Ziemię. Bóg ingeruje w historię narodu wybranego i prowadzi go przez wieki, aż wreszcie posyła swojego Syna żeby zbawić ludzkość. Dla Tego, dla którego jesteśmy jak mieszkańcy kropki na mapie wszechświata, jesteśmy na tyle ważni by warto było oddać  za nas życie. To niepojęta tajemnica. Czasem mijając warszawskie blokowiska zamieszkiwane przez tysiące osób zastanawiam się: ” Boże podziwiam Twoją wszechmoc?” Każda z tych osób jest dla Ciebie cenna, każdą znasz po imieniu, znasz jej historię, radości i troski. To się wymyka moim zdolnościom poznawczym, a przecież to tylko jedno z osiedli miasta które ma 1,865 mln mieszkańców, na planecie zmaieszkiwianej przez 8,062 miliarda ludzi. Miłości Kogoś tak Potężnego nie da się zrozumieć, ale można jej doświadczyć.

Różne perspektywy

Na ubiegłorocznym Forum Kongresu Katoliczek i Katolików podczas jednego z wykładów religioznawca Reza Aslan mówił o badaniach, które wykazały, że często tworzymy sobie obraz Boga na własny obraz i podobieństwo. To zrozumiałe, że do poznania Stwórcy posługujemy się tym co jest nam znane. Opowieść o Bogu interpretujemy przez pryzmat własnych doświadczeń. Wcielenie pomaga nam choć w części zrozumieć Jego nautrę. W Piśmie Świętym wyczytamy, że jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, że jesteśmy jego dziećmi a On jest naszym Ojcem. Stąd nasze projekcje relacji z ziemskim ojcem na relacje ze Stwórcą nie są nieuzasadnione. Warto jednak myśląc o Bogu nie zapominać o tej perspektywie „z daleka”. To co wiemy, lub wydaje nam się, że wiemy to niepełny czasem wręcz fałszywy obraz Boga. Nie zawsze pamiętamy, że od Niego pochodzi tylko dobro. Czasem przypisujemy Stwórcy cechy, znane nam z międzyludzkich relacji. Na przykład kiedy jesteśmy przekonani, że nas ukarał za nasze przewinienia dopuszczając cierpienie. Równie fałszywe jest przekonanie że przemocą ( na przykład przez strach przed karą) wymusza na nas wypełnianie swojej woli albo wzywa do przemocy wobec innych w Jego imię. Tymczasem Boża miłość nie rani, nie wzywa do wywyższania się ponad innych ludzi czy inne narody, ale zbawia. Ew. Jana 3:16  „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” Bóg patrzy na nas jednocześnie z bliska i z daleka. Patrzy z miłością. Jest nieskończoną Potęgą na miarę nieskończoności wszechświata, a jednocześnie czułym Ojcem zatroskanym o los swoich dzieci. To fascynujące.

Obecny i bliski

W Wielki Czwartek moja siostra wybrała się w podróż do swojego dawno niewidzianego domu. Saraa syryjka, po latach wojny spędzonych w obozie dla uchodźców wreszcie mogła odwiedzić rodzinne miasto. Po 13 latach! Chciała podzielić się swoją radością i udostępniła mi film z podróży. Zobaczyłam zupełnie zrujnowane miasto, w miejsce domu – stertę kamieni i kilka ocalonych drzew w jej pięknym niegdyś ogrodzie. Co musiala czuć? Radość, że wróciła w rodzinne strony? Czy bardziej ból na widok domu i wioski całych w gruzach?  Pomyślałam – jak nierówno życie rozdziela karty? Bliska mi osoba, którą mam szczęście nazywać siostrą żyje w zrujnowanej po latach wojny Syrii podczas gdy ja żyję w Polsce w czasie pokoju. Równie dobrze mogłoby być inaczej. Gdybym żyła w tym samym mieście, ale 80 lat wcześniej to ja patrzyłabym teraz na zrujnowane miasto. Jeszcze żyją ludzie, który ten przejmujący widok pamiętają. Chciałabym żebyśmy wszyscy mieli równe szanse, ale tak nie jest. Człowiek niewłaściwie korzystając ze swojej wolności jest w stanie drugiemu  zgotować piekło na ziemi. Wiadomości o ludobójstwie w Gazie łamią serce. Kolejne bombardowania w Ukrainie gdzie w jednej chwili giną nie raz całe rodziny sprawiają, że trudno nie myśleć o tym co dzieje się tuż za naszą granicą. Bóg i w tym momencie historii jest obecny. Nie pozostaje obojętny ale jest obecny z tymi którzy cierpią i giną. Jest także z nami. Mimo, że żyjemy akurat w tym miejscu świata w którym nie ma wojny, nasze życie nie jest wolne od bólu. Doswiadczamy różnych rodzajów przemocy, zranień, chorób. Doświadczamy samotności braku zrozumienia czy wsparcia. Nie ma człowieka, który nie doświadczałby cierpienia. Świadomość, że nie jesteśmy w nim sami -pomaga przetrwać.

Najważniejsze marzenie

Ostatnio słuchałam piosenki Israela Kamakawiwoʻole – muzyka pochodzącego z Hawajów najbardziej znanego z poruszajacego wykonania utworu: „Over the Rainbow”.
Artysta nie miał lekko. Z powodu przewlekłych problemów zdrowotnych, w tym problemów z oddychaniem i sercem, Kamakawiwoʻole zmarł w wieku zaledwie 38 lat. W piosence zatytuowanej: „In this life” Israel ( niezwykłe imię) śpiewa o swoim zagubieniu w życiu i o tym że odkrył to co naprawdę ważne. „Niech ziemia przestanie się obracać
Niech słońce przestanie płonąć
Niech mi mówią że nie warto przeżywać miłości
Gdyby wszystko się rozpadło
Będę wiedział w głębi serca
Że jedyne marzenie które miało znaczenie już się spełniło:
W tym życiu byłem kochany przez Ciebie”.

To piękna refleksja, która zatrzymała mnie na dłużej. We wszystkim jestem kochana. W chwili radości i bólu. W moje gorsze i lepsze dni, w moich mrokach i w moim świetle. Gdybyśmy żyli tak jakby to marzenie naprawdę było tym jedynym najważniejszym nie musielibyśmy ze sobą rywalizować, zazdrościć,  niszczyć się wzajmnie czy zabijać dla zysku i władzy. To jest dobra nowina na dzisiaj dla każdego z nas: najwazniejsze marzenie już się spełniło i spełnia się każdego dnia. W tym życiu w każdymdniu w każdej jego minucie jestem nieskończenie kochany przez Boga. Alleluja!

Zdjęcie zrobione przez Saarę w jej ogrodzie.

#Wielkanoc, #BożaMiłość #NajważniejszeMarzenie