100 lat!

Sto lat temu mój kraj odzyskał niepodległość. Co to dla mnie znaczy?

Sto lat, które zaczęły się z końcem pierwszej wojny światowej, a w czasie których miała miejsce druga. Sto lat – wydaje się w zasięgu ręki, w zasięgu jednego życia. Odcinek czasu, o którym mogliśmy usłyszeć z relacji naszych dziadków, rodziców i w którym toczyło się nasze życie.

1918.11.XI  Polska po stu dwudziestu trzech latach nieobecności na mapach świata, rozbiorów i funkcjonowania pod władzą obcych mocarstw, odzyskuje niepodległość.

1939

Zabieramy babcię nad morze. Pogoda dopisuje, plażujemy codziennie. Z okazji dnia dziecka jedziemy na wycieczkę do „Ocean Parku”. W pełnym słońcu czerwcowego dnia, oglądamy wystawę egzotycznych ryb. Przechadzamy się wśród makiet stworzeń morskich naturalnych rozmiarów. Uczestniczymy w pikniku rodzinnym, koncercie, oglądamy interaktywny pokaz o przygodach małego wielorybka. Zajadamy się wraz z naszymi dziećmi frytkami, goframi z bitą śmietaną, lodami. Pod koniec dnia pytam babci, czy jej się podobało? – Tak – odpowiada. Po namyśle dodaje – To co mi Hitler zabrał z dzieciństwa, teraz sobie odebrałam. Staję jak wryta. Jak to Hitler­­­­­? Ten pan z czarnym prostokątem wąsów nad zaciśniętymi wargami, który patrzył na mnie z podręcznika historii? Jego nazwisko nie pasuje do słonecznego dnia, do naszego dwudziestego pierwszego wieku. Czasu smartfonów, kina 7D i wirtualnej wystawy o wielorybku. Dociera do mnie, że dla mojej babci ten człowiek jest kimś bardzo realnym. To właśnie on, razem z innym panem z podręcznika – Stalinem, zabrali ośmioletniej dziewczynce i milionom innych dzieciństwo.

1944

Jest lato. Rodzice Danusi zawożą ją na wakacje do babci, sami wracają do Warszawy. Mają wrócić za dwa tygodnie. Nie wracają. Babcia i wnuczka czekają. Bardzo się niepokoją. Nie mają żadnych wieści. Nie działają telefony, ani radio. Danusia ma cztery lata. Nie rozumie co się dzieje. Czuje strach. W końcu wyruszają we dwie na piechotę. Do Warszawy, idą dwa dni. Gdy docierają na prawy brzeg Wisły, widzą łunę ognia. Czteroletnia Danusia trzymając babcię za rękę patrzy na płonące miasto. Obawiają się najgorszego. Wracają do domu. O losie bliskich nie wiedzą nic. Po paru miesiącach okazuje się, że rodzice Danusi przeżyli powstanie, trafili do obozu. Tato został ranny. Kilka lat później umiera. To jedna z wojennych historii pokolenia naszych dziadków, którą poznałam. Heroiczna walka Warszawiaków budzi podziw i szacunek. W czasie drugiej wojny światowej Polska spłynęła krwią.

Wojna kończy się w 1945 roku. Wyzwoliliśmy się spod władzy niemieckiego okupanta, choć na pełną autonomię od wpływu innego obcego mocarstwa, przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

1981

Zimowego dnia, w którym w moim niepodległym kraju na ulicę wyjeżdżają czołgi, nie pamiętam. Mam kilka miesięcy i dysplazję stawów biodrowych. Rodzice by dostać się do lekarza zdobywają przepustkę na wyjazd z miasta. Jadą prawie pustym pociągiem do Warszawy. Przedzierają się przez zaśnieżone miasto by dotrzeć do doktora. Muszą minąć kilka patroli uzbrojonej po zęby milicji. Ze mną na rękach i dopiero co pośpiesznie wywołanym zdjęciem RTG. Gdy po latach przychodzi mi chęć narzekać na kolejkę w przychodni do pediatry, przypomina mi się ta scena. To dopiero było ekstremalne rodzicielstwo!

1884

Zapamiętałam rozdzierający smutek mamy. Nie rozumiem co to znaczy, że zabito księdza. Czuję, że stało się coś strasznego. Miałam trzy lata (naprawdę to pamiętam. Takiego smutku i lęku się nie zapomina).

Chodzę z dziadkiem na pochody pierwszo majowe. Robimy gołąbka i flagi z papieru. Jest kolorowo, wokół tłum przejętych ludzi. Stoję dumna obok dziadka, który trzyma mnie za rękę. Potem maszerujemy. Dziarsko wymachuję gołębiem na patyku. Najważniejszy jest moment, kiedy mijamy trybuny – to jakieś ważne miejsce. Wtedy mam podnieść gołąbka najwyżej jak dam radę. Nie rozumiem czemu mama się wścieka, że dziadek zabiera mnie na pochody.

1989

W szkole podstawowej nauczycielka na lekcji wychowawczej proponuje, żebyśmy zrobili mini koncert. Chętni mogą wyjść na środek i zaśpiewać piosenkę. Koleżanki śpiewają „Jesteśmy jagódki”, „Poszło dziewczę po ziele”, „Niosły dzieci z sadu”. Zgłaszam się. Śpiewam „Mury” Kaczmarskiego. Dla mnie to naturalne. Piosenek „Barda Solidarności” słuchamy w domu na okrągło. Nie bardzo rozumiem co to jest „zębykrat”, ale wiem, że piosenka jest o murach, które runą i to mi się podoba.

W domu dziadków najważniejszym miejscem jest taboret przy kuchennym stole. Wdrapuję się na niego, babcia pichci smakołyki.

– Babciu, opowiedz mi o wojnie. -proszę.

– Nie mogę kochanie, jestem zajęta.

– Może ty dziadku?

Dziadek przysiada się – dobrze. Tak zaczynają się opowieści. Uwielbiam to! Jest w nich wiele niebezpieczeństw i przygód (jak się po latach okaże częściowo zmyślonych) ale ze wszystkich dziadek, czy babcia wychodzą obronną ręką. Zawsze jest „happy end”. Uwielbiam historie o wojnie. Czasem śni mi się, że walczę z Niemcami. Lubię te sny bo ich pokonuję.

Nie rozumiem czemu się wszyscy ekscytują „okrągłym stołem”. Wydawało mi się oczywiste, że lepiej się przy takim stole rozmawia. Czy dorośli na to wcześniej nie wpadli?

1990

Denerwuje mnie, że dziadek chce głosować na Lecha Wałęsę w wyborach prezydenckich. Nie rozumiem go. Gdybym tylko mogła oddałabym głos na Mazowieckiego. Trzymam za niego kciuki, ale to za mało. Wygrywa Wałęsa.

1995

Lubię rozmawiać z tatą o polityce. Czuję się wtajemniczona w „ważne sprawy”. Czuję się ważna. Tłumaczy mi kto to są postkomuniści. I dlaczego irytuje go, że wybory wygrał Aleksander Kwaśniewski.

1999

Pielgrzymka Jana Pawła II w Bydgoszczy. Jedziemy całą klasą. Wycieczkę organizuje szkoła. To jest coś oczywistego, że papieżem jest Polak. Tak jest odkąd pamiętam.

2000

W klasie maturalnej pochłaniam lektury: „Medaliony”, „Inny świat”, „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”… obraz wojny jaki wyłania się z tych książek zdecydowanie różni się od zapamiętanego z relacji dziadków. Nie mogę spać w nocy. Wzrusza mnie myśl, że każda mijana na ulicy starsza pani, czy pan nosi w swoim sercu własną wojenną historię.

Zdaję maturę. Zaczynam studia w Krakowie.

Prezydentem zostaje Lech Kaczyński.

2002

Pielgrzymka Jana Pawła II. Pamiętam podekscytowane miasto. Tłumy na mszy świętej na błoniach. Po eucharystii dialog papieża ze zgromadzonymi ludźmi. Jesteśmy przyzwyczajeni, że z nami rozmawia, czekamy na to.  To jest poza protokołem, nieoficjalne, bliskie, płynące prosto z serca. Potem dialogi pod oknem papieskim. Chciałabym żeby ciągle tam stał i rozmawiał z nami. Choć jest już słaby. Gdy odlatuje z Balic po starcie samolot robi kilka okrążeń nad żegnającym papieża tłumem. Przyzwyczailiśmy się, do takich gestów. Do tego że Jan Paweł II nie odleci tak porostu, ale jeszcze tym ostatnim gestem pokaże, że nas kocha. Patrząc na postępującą chorobę zadajemy sobie pytanie, czy to nie jest przypadkiem ostatni raz gdy go widzimy?

2005

Śmierć Jana Pawła II. Idziemy ze znajomymi pod okno papieskie. Następnego dnia na mszę w Łagiewnikach. – Módlmy się za biskupa, módlmy się za papie…- ksiądz odprawiający mszę urywa w pół słowa. Przez głowę przebiega myśl – no tak, przecież papieża nie ma. Po jego śmierci na ulicach miast, w kościołach w mediach, Polacy się jednoczą na modlitwie. W czasie tych kilku dni Polska przeżywa rekolekcje. Ludzie z różnych opcji politycznych mówią jednym głosem. W telewizji nie ma przemocy i taniej sensacji. Są relacje z czuwań, przypomnienie pielgrzymek, przesłania papieża. Kontemplujemy pozostawione przez Jana Pawła II dziedzictwo. To było piękne! Pamiętam to i nikt mi tego wspomnienia nie zabierze! Potrafimy się zjednoczyć! Przez tą śmierć w pewnym sensie papież staje się mi bliższy. Już mniej „oczywisty”.

Wybór na papieża Benedykta XVI

2005

Kończę studia. Przenoszę się do Warszawy. Nie mogę się przyzwyczaić do przepastnych odległości między jedną stroną ulicy a drugą. Ogromnych przestrzeni, które trzeba pokonać by gdzieś dojechać. Warszawa uwodzi mnie „upamiętnianiem” historii. To miasto, które pielęgnuje pamięć, szczególnie drugiej wojny światowej. Zachwyca Muzeum Powstania Warszawskiego, koncerty „Panien Wyklętych”, związane z historią gry miejskie, inscenizacje walk powstańczych. Odnajduję swoje miejsce w mieście, gdzie „Hitler i Stalin zrobili co swoje, gdzie wiosna spaliną oddycha.”

2006

Pielgrzymka Benedykta XVI do Polski. Cieszę się, że jest, że mamy papieża. Gdy skończyła się msza na błoniach, czekamy na dialog papieża z tłumem. Benedykt nie rozmawia, macha nam i odjeżdża. Jest inny. Dociera do mnie, że to co miałam za oczywistość, było wyjątkowe.

2007/ 2008 Umierają moi dziadkowie. Jak mało miałam dla nich czasu u schyłku ich życia.

2010

Katastrofa smoleńska. Jak to się mogło stać? To niemożliwe. Mamy dwudziesty pierwszy wiek. Wszystkie straszne rzeczy działy się kiedyś, dawno temu. Nie tu i teraz. W firmie, w której pracuję odwiedza nas dziesięcioletni syn szefa. Czeka na tatę, rysuje.

– Co tam narysowałeś synku?

– Narysowałem bezpieczny samolot. Taki co nigdy nie spada.

Coś się z nami dzieje niedobrego. Kłócimy się o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Od tamtej pory narasta między nami, podział.  Niezabliźniona rana ropieje.

Prezydentem zostaje Bronisław Komorowski.

2010

Nasz ślub. Spełnienie marzeń. Najwspanialszy człowiek jakiego w życiu spotkałam, zostaje moim mężem. Podczas wesela wchodzę na scenę i śpiewam mu przy zgromadzonych ( i lekko zszokowanych) gościach „You are simply the best” Tiny Turner. Z biegiem lat utwierdzam się w przekonaniu: he really is the best!

2013

Papieżem zostaje Jorge Mario Bergoglio SJ. Przyjmuje imię Franciszek. Zaczyna rewolucję w kościele. Głosi kościół ubogi, dostępny dla ubogich. Przypomina mi Pana Jezusa. On też wzbudzał wiele kontrowersji szczególnie wśród uczonych w piśmie.

2015

Prezydentem zostaje Andrzej Duda.

2018

Czytam swojemu dziecku Biblię dla dzieci. Historię o tym jak Józef i Maryja muszą uciekać do Egiptu przed żądnym władzy Herodem.  Mamo, ale to nie było w Polsce prawda? To by się tu nie mogło wydarzyć? Polska to bezpieczny kraj – mówi mój maluszek.

Chciałabym, aby tak było. Życzę tego nam wszystkim. By nasz kraj był bezpieczny dla dzieci i wszystkich mieszkańców, żeby nikt nie musiał stąd uciekać czy być prześladowany ze względu na swoje przekonania, narodowość, wyznanie, kolor skóry. Abyśmy żyli w pokoju i by pokój był między nami, w naszych rodzinach, relacjach z bliskimi, znajomymi i nieznajomymi.

Dzisiejszy czas to ostatnie lata życia pokolenia, które przetrwało wojnę. Obyśmy zdążyli ich wysłuchać, ukochać, przekazać pamięć o nich kolejnym pokoleniom.

 

1918 -2018. To moja subiektywna historia ostatnich stu lat Polski. Kilka wspomnień, klisz pamięci. Moje życie płynie w rytm historii kraju, w którym mieszkam. Jestem jego milionową częścią. On jest częścią mnie. Wszystkiego najlepszego Polsko!

Jaka jest Twoja historia? Jak przeżyłeś wspomniane wydarzenia? Co dla Ciebie w ciągu ostatnich stu lat było ważne? Podzielisz się?

 

 

 

 

 

8 myśli do „100 lat!”

    1. Och…wzruszyłam się.

      Pięknie to napisałaś, naprawdę.
      Mam i ja swoje historie…np. pamiętam gromadzenie zapasów, bo „wojna będzie”, strach był wielki. I pamiętam lęk o tatę, który miał nocne dyżury w szpitalu, a była ta okropna, złowrogo brzmiąca, godzina policyjna.

      Bardzo żałuję,że nie nagrywałam nigdy opowieści wojennych mojej babci. W domu są listy, jakie Dziadek, jako jeniec, pisal do swojej żony i córki, z Berlina. Wśród listów jest jeden od babci, opatrzony pieczęcią „zwrot”. Dziadek został pochowany w zbiorowej mogile na obcej ziemi….

      Teraz nagrywam opowieści dziadka mojego męża. Dzieci będą miały pamiątkę.

      Co roku, 11 listopada, lubię posłuchać Grzegorza Ciechowskiego „Nie pytaj o Polskę”. Wyciska mi łzy.

      1. Betty! Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję za komentarz! Wspominanie historii ożywia ją. Unaocznia wspólne dziedzictwo i może jednoczyć nas Polaków. Zainspirowałaś mnie, żeby nagrać wojenne relacje bliskich. Pozdrawiam serdecznie!

    2. Panie Rafale, dziękuję i serdecznie zachęcam do podzielenia się. Subiektywne historie zawsze bardziej mnie poruszały niż operowanie suchymi faktami, datami i liczbami. Dane wydarzenie każdy może odebrać inaczej. Wymiana odczuć, doświadczeń może być bardzo ubogacająca. Mamy z czego być dumni, mamy co świętować. Kiedy jak nie teraz? Dwusetnej rocznicy możemy nie doczekać 🙂

  1. P.s.Wpis umieszczony pod 1939 r. przypomniał mi o książce Wandy Kocięckiej „Oddajcie mi Świętego Mikołaja”. Dzieciństwo w czasie wojny.

  2. Uf, dajmy sobie spokój z tymi „panami”. Niesamowicie mnie zainspirowałaś. Mam już w głowie taką subiektywna historię, pewnie w formie takiej jak nagrywanie wspomnień dziadka Betty, sam zresztą zaraz nim będę, właściwie już nim jestem. Ale jest problem, to byłoby długie, lat już trochę mam, trzeba by publikować w odcinkach, wątpię żeby to chwyciło. Pożyjemy – zobaczymy. Życzę aby „najwspanialszy człowiek jakiego w życiu spotkałam”, zawsze uważał, że spotkał najwspanialszą kobietę w życiu. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *