Okażmy serce

Wczoraj rano obudził mnie sms. Dostałam go od mojego syryjskiego przyjaciela Jawada, którego poznałam gdy bliski śmierci siedział kolejny tydzień w lesie na polsko-białoruskiej granicy. Teraz jest już bezpieczny. Wrócił do kraju i udało mu się razem z rodziną przedostać do Jordanii. Napisał mi: „Boję się o ciebie!”. Byłam zaskoczona, myślałam, że to pomyłka. Nie wiedziałam jeszcze co się stało. Gdy zapytałam „Dlaczego?” – odpisał: „Z powodu inwazji na Ukrainę. Ten szalony Putin nie zatrzyma się na Ukrainie”. Czyżby role się odwróciły? Teraz Jawad przebywa w bezpieczniejszym kraju? Zaczęłam przeglądać Internet i zrozumiałam co się dzieje. Wojna. Wojska rosyjskie zaatakowały Charków, Kijów, Odessę. Pod ciężkim ostrzałem znajduje się Mariupol. W nalotach zginęło już kilkaset osób. Myśli pobiegły do znajomych, którzy mają rodzinę na Ukrainie, chwyciłam za telefon żeby zapytać czy wszystko u nich dobrze? Na szczęście tak.

 

Renata Grzybczak- prezes fundacji Światło dla Syrii – Light for Syria, która od lat niesie pomoc uchodźcom pisała ostatnio o tym, że Syryjczycy od dawna alarmowali, że Putin zrobił sobie w ich kraju poligon doświadczalny na ludności cywilnej, ale jego prawdziwym celem jest Europa. Tyle że nikt ich nie słuchał. Przypomniałam sobie relacje z bombardowań bronią chemiczną syryjskich szkół, szpitali, przedszkoli. Dzieci po ataku bomb z chlorem umierały dusząc się kilka godzin. Przez lata nie bardzo nas to obchodziło. Nie na tyle by uruchomić korytarze humanitarne, czy wziąć udział w programie relokacji uchodźców. Nie nasza wojna – nie nasz problem? Tyle, że to był i jest ten sam Putin, który właśnie rozpoczął wojnę w Europie.

 

Oglądam wiadomości. Prezydent, premier i inni politycy deklarują pomoc dla Ukrainy. Na Facebooku poruszenie. Ludzie organizują pomoc, modlitwy. Jakiś czas temu napisałam: „nie ma nic piękniejszego niż ludzka solidarność” i nadal tak uważam. Jedna rzecz nie daje mi spokoju.

 

Gdy oglądałam dzisiejsze deklaracje solidarności z Ukrainą przeszło mi przez myśl: „nie można było tak od razu”? Czy nie mogliśmy uchodźcom z innych krajów okazać serca? Teraz wygląda na to, że dzielimy uchodźców na lepszych i gorszych. Ukraińskie dzieci bez dokumentów przejdą granicę, a syryjskie, irackie, afgańskie na pakę i do lasu? Nie pojmuję tego. Pamiętam jak jesienią 2021 pomagający uchodźcom Polacy byli przez polityków wyśmiewani, nazywani „pożytecznymi idiotami” czy „agentami Łukaszenki”. I wiem jak było to druzgocące, dla tych, którzy nie umięli przejść do porządku dziennego nad tym, że w naszym kraju ludzie umierają z zimna głodu i braku wody.

Kilka miesięcy temu większość wierzących popierała bezwzględne zawracanie wszystkich migrantów z granicy polsko – białoruskiej. Zdaniem części pobożnych Polaków Ci ludzie nie zasługiwali nawet na pomoc humanitarną. Gdy abp. Gądecki wyznaczył niedzielę 21 listopada ubiegłego roku dniem ogólnopolskiej zbiórki na pomoc uchodźcom na granicy z Białorusią i wezwał do modlitwy za nich, wiele parafii wyłamało się  ze zbiórki i z modlitwy.

W podlaskich lasach nadal są ludzie. Nie możemy o nich zapomnieć. Czy pozwolimy na to by przebywający tam mężczyźni, kobiety i dzieci, do wszytskich trudnych doświadczeń  dodali jescze to: odmowę udzielenia pomocy ze względu na narodowość czy wyznawaną wiarę? Dobrze, że jesteśmy solidarni z Ukrainą. Okażmy miłosierdzie także uchodźcom z polsko-białoruskiej granicy.

 

 

____________

Zdjęcie Pixabay

4 komentarze do “Okażmy serce”

  1. Nic dodać, nic ująć. Ciekawe tylko, czy jak nie- Ukraińcy będą chcieli granicę ukraińsko- polską przekroczyć, to wpuszczą ich tu czy nie?

    1. Nie wiem…wiem, że ta selekcja ze względu na narodowość przy udzielaniu pomocy mocno zabolała wiele osób…widzę po komentarzach, uchodźcy z krajów innych niż Ukraina są zdruzgotani tym co zrobiliśmy ich rodzinom i dzieciom. Nie mogą pojąć dlaczego ich skazaliśmy na śmierć w lesie i nie przyjęliśmy, mimo że uciekali ze swoich krajów z tych samych powodów co Ukraińcy…

Skomentuj Teresa Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.