Małżeństwo na Mszy Świętej

Jesteśmy niezmordowani. Nie zniechęci nas do Kościoła złe kazanie, ani to, że ksiądz krzyczy na nas bite pół godziny. Jak co niedziela pchamy wózek pełen dzieci by dotrzeć w to miejsce. Czasem przemknie nam myśl, że fajnie gdyby się ucieszył, że jesteśmy, że są z nami dzieci. Niewiele wie o nas, o naszych zmaganiach, o tym z czym przychodzimy. Na wszelki wypadek zakłada, że jesteśmy źli i gnuśni i że jak się nas porządnie nie ochrzani to Ewangelia nam do głowy nie wejdzie. Czemu tam wciąż wracamy? Bo jest tam Ktoś jeszcze. Ktoś potężniejszy od słabości naszych i kapłańskich. Ktoś, kto uczy nas wzajemnego znoszenia się w miłości. „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mk 13,13). Przyjmujemy, że trwanie jest ważne. I trwamy.

6 myśli do „Małżeństwo na Mszy Świętej”

  1. Nie wiem, w jakiej miejscowości mieszkacie, ale radziłbym zmienić kościół, do którego chodzicie.
    Pozdrawiam.

    1. Dzięki za troskę. Często brakuje mi takiego poczucia, że księża myślą o nas dobrze, że się nami cieszą.

    2. Wg mnie zmiana kościoła to nie jest rozwiązanie…zawsze i wszędzie można natknąć się na kogoś, kto będzie miał rodzinie z dziatwą za złe, że przyszli całym stadkiem na mszę. Jeżeli dzieci nie dokazują nadmiernie, trzeba wziąć „na klatę” te wszystkie komentarze, wywracania oczami itp. Chodzi o to trwanie właśnie.
      A z drugiej strony…przykład z ostatniej mszy: w konfesjonale buszuje, bardzo głośno rozmawiając, para czterolatków. Dosłownie nie słyszę kazania. Rozbawieni rodzice jednego z dzieci wydają się być zadowoleni z tego, że ich latorośl znalazła sobie na mszy towarzystwo i tak się świetnie dogadują. Zwrócono im jednak uwagę, mama z kwaśną miną wyprowadziła syna z kościoła.
      Trzeba ocenić, na ile nasze dzieci mogą przeszkadzać innym, choć wiadomo, że tu trudno o obiektywny osąd.

      1. W powyższym wpisie poruszyłam trzy tematy: kazań które potrafią „wbić w ziemię”, temat „wykrzyczanych homilii” i obecności dzieci na mszy świętej. W między czasie na Deonie ukazały się ciekawe artykuły dotykające tych kwestii. Polecam!
        W tekście: https://www.deon.pl/inteligentne-zycie/lifestyle/art,760,krzyk-jest-nieludzki-nie-daj-sie-zakrzyczec.html autorka nazywa rzeczy po imieniu – krzyk jest formą przemocy.
        Co zrobić w sytuacji gdy Ksiądz grzmi na wiernych podczas kazania? Gdy zdarzy mi się być na takiej mszy (to nie jest problem jednego kapłana i jednej parafii) zastanawiam się gdzie uciec? Pod ławkę, czy do pierwszego wolnego konfesjonału? Może warto zdobyć się na odwagę i porozmawiać otwarcie o swoich odczuciach? Cenną refleksję Piotra Żyłki i innych „Łobuzów” znajdziecie w artykule:
        https://zylka.blog.deon.pl/2018/07/11/co-robic-kiedy-ksiadz-gada-z-ambony-glupoty/
        „Zawsze chciałam włożyć gołąbka pokoju, między rodziców umęczonych liturgią z maluchem, a księżmi, którzy zastanawiają się, jak reagować na biegające po kościele brzdące” mówi autorka kolejnego artykułu, Pani Lidia. https://www.deon.pl/inteligentne-zycie/wychowanie-dziecka/art,859,dziecko-w-kosciele-zrob-razem-z-nim-te-male-kroki.html
        Pozdrawiam serdecznie!

  2. A ja uprawiam „churching”jak to nazwał proboszcz z sąsiedniej parafi. Wiem parafia miała być rodziną rodzin ale gdy wychodzisz z niedzielnej Mszy i martwisz się czy twoje oby (po prostackim kazaniu czy 20min ogłoszeniach np o finansach na pięć sposobów) jeszcze przyjdą do Kościoła to lepiej idz i szukaj parafi i księdza gdzie będziesz się uśmiechać po wyjściu z kościoła a ze starszymi dziećmi czy młodzieżą pogadasz o kazaniu bo było inspiryjące do rozmowy czy dalszego drążenia tematu. Problemniech mają ksieża któży nie przykładają się do swojej posługi oj…będzie im to policzone.

    1. Dziękuję. Zainspirowałaś mnie, by ten temat rozwinąć. Jeśli Ci to nie przeszkadza chciałabym zacytować Twój komentarz w kolejnym wpisie. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *